Człowiek, sam najczęściej nie zdając sobie z tego sprawy, jest nośnikiem różnego rodzaju zagrożeń dla zabytku. Zwiedzający wydychają powietrze razem z różnego rodzaju substancjami, poruszając swoją obecnością serię dalszych, niszczących procesów. Oddech ludzki znacznie podnosi wilgotność pomieszczenia, co jest szczególnie niebezpieczne dla niedużych wnętrz zamkniętych. Z tego powodu z reguły ogranicza się ilość zwiedzających, a niekiedy zagrożone przestrzenie zabytkowe w ogóle zamyka, wpuszczając zwiedzających jedynie w uzasadnionych dla dobra nauki przypadkach, co miało miejsce w grocie z prehistorycznymi freskami w Lascoux.
Czy trzeba będzie ograniczyć liczbę osób zwiedzających kaplicę Sykstyńską? Ze względu na dobro Kościoła nie należałoby tego robić i nikt do tego nie dąży. Przecież nie jest to miejsce poświęcone jedynie sztuce, lecz ludzie przychodzą tam aby dokonać refleksji nad ważnymi sprawami wiary.
Antonio Paolucci, dyrektor Muzeów Watykańskich we włoskim dzienniku Corriere della Sera, 21 grudnia, wypowiedział się na temat nowych usprawnień technicznych, które pozwolą znaleźć dobry kompromis "Pokryjemy 100 metrów przed wejściem dywanem, który oczyści buty, zainstalujemy otwory ssące po bokach korytarza, do usuwania kurzu z ubrań i będziemy obniżać temperaturę w celu zmniejszenia temperatury i wilgotności na które wpływa obecność osób".
Niedawno Włoski pisarz Pietro Citati wypowiedział się niedawno w sposób bardzo ostry, jakoby zwiedzający Kaplice Syktyńską przypominali „pijane stada”, które mogą spowodować „niewyobrażalną katastrofę” Stwierdził, że w tłumie i tak nikt nic nie widzi, zakaz używania lampy błyskowej i mówienia przyciszonym głosem nie jest przestrzegany. Jego zdaniem w takich warunkach żadna forma kontemplacji nie jest możliwa i jest tam jedynie zaspokajana bezmyślna ciekawość tumu.
Dyrektor Muzeów Watykańskich odpowiadał mu na łamach , L'Osservatore Romano, gazety codziennej Stolicy Apostolskiej, że czasy władców strzegących dostępu do wielkich dzieł i udostępniających je wyłącznie wybrańcom zdecydowanie już minęły. "Weszliśmy w erę turystyki na dużą skalę, a miliony chcą cieszyć się historyczną kulturą," powiedział. "Ograniczenie liczby zwiedzających jest nie do pomyślenia."
MP/guardian.co.uk
