Wiadomości
Owszem, książka "Hobbit, czyli tam i z powrotem" nie jest utrzymana w tak patetycznym klimacie, co obraz Petera Jacksona. Tolkien, pisząc swoją powieśc w latach 30., nie miał na celu tworzenia epopei. Dziś jego literacki debiut jest traktowany raczej jako bajkowy prolog do "Władca Pierścieni". Pisarz, który stworzył własną mitologię, pisał opowieść dla dzieci, pełną śmiesznych niziołków z owłosionymi stopami, czarodzieja, krasnoludów, pokracznych goblinów i złego smoka, któremu trzeba zwędzić złoto. Ot, fajne przygodowe czytadło w lekkiej baśniowej konwencji. Tyle, że po latach sam autor musiał zmierzyć się z problemem połączenia lekkiego "Hobbita" ze skierowanym do nieco starszych czytelników "Władcą Pierścieni". I tak śmieszny pierścionek działający jak czapka-niewidka, w trylogii urasta do rangi demonicznego obiektu pożądania, będącego powodem wojen, konfliktów, a nawet zbrodni, pokraczne gobliny mają postać ponurych orków, a enigmatyczy zły czarnoksiężnik z puszczy okazuje się potę