Trudno się z tymi słowami nie zgodzić, spektakularne sukcesy agentów podległych gen. Bondarykowi mogliśmy wszak oglądać we wszystkich niemalże mediach. Ich wyczyny na głowę biły popisy papierowych bohaterów w rodzaju Jamesa Bonda czy Johna Rambo a mrożące krew w żyłach akcje przykuwały uwagę społeczeństwa znacząco podnosząc oglądalność stacjom telewizyjnym. Ot, weźmy na przykład popisowe, podręcznikowe wręcz, aresztowanie niebezpiecznego wichrzyciela prowadzącego stronę internetową „Antykomor.pl”, która godziła bezpośrednio i boleśnie w konstytucyjny organ powodując dyskomfort i niemożność skutecznego rządzenia państwem. Albo sprawa „agrobombera”, gdyby nie dzielni funkcjonariusze Agencji i dramatyczna konferencja prasowa po dziś dzień nie wiedzielibyśmy nic o niebezpieczeństwie wiszącym nad naszą władzą najwyższą i umiłowaną, która polec miała od wybuchu zorganizowanego za pomocą starej nokii, kłębka drutu i czterech ton trotylu zdrapanego z wraku Tupolewa.

 

Paweł Graś przyznaje też skromnie, że „zdarzały się wpadki, pracę agencji oceniam na sześć z minusem”. To ten minus zapewne spowodował dymisję jej szefa, Donald Tusk – znany perfekcjonista – nie może przecież tolerować niedociągnięć, nawet tych drobnych i mało znaczących. Polska jako kraj sukcesu nie tylko gospodarczego, zielona wyspa, druga Irlandia i trzecie Chiny musi być doskonała, minus to plama na honorze, którą trzeba jak najszybciej wymazać. Na szczęście premier okazał się człowiekiem łaskawym, który przy całej swojej surowości nie pozwoli wiernemu szefowi służb zgnić na bezrobociu. „Bondaryk będzie teraz doradzał premierowi Tuskowi. Jego doświadczenie zostanie wykorzystane” - oświadczył rzecznik Graś a ja w tym momencie zacząłem się bać. Nie znasz, Degrejt, dnia ani godziny – pomyślałem i pobiegłem przygotować szczoteczkę do zębów. Będzie jak znalazł w razie nagłej i niezapowiedzianej wizyty smutnych panów w ciemnych okularach...

 

Alexander Degrejt