Wiadomości
W chwili narodzin, ani w chwili śmierci nie może być wszystko jedno. Te dwa wydarzenia, które rozpoczynają i kończą ludzkie życie wymagają odpowiedniej oprawy. Stąd coraz więcej porodów (nawet w szpitalu) odbywa się w półmroku, tak by nowo narodzony człowiek na dzień dobry nie został oślepiony światłem szpitalnych lamp. Podobnie odchodzenie. Niestosowny jest wtedy hałas, światło. Przechodzenie na drugą stronę wymaga ciszy, zapalonych świec, modlitwy. Bez krzątaniny, bez pośpiechu, bo każdy coraz ciężej brany oddech może być tym ostatnim. Towarzyszenie umierającemu człowiekowi, choć bolesne, bo rozstajemy się tu na ziemi, ma w sobie coś z misterium. Jest to niesamowita tajemnica, wydarzenie intymne, które podobnie jak poród winno być ograniczone do grona najbliższych osób. Tym bardziej że schorowane ciało krępuje. Nie potrzebuje być wystawiane wtedy na widok publiczny. Bo i w jakim celu?