Wiadomości
Żyjemy w kraju, w którym historia nie jest historią, lecz czymś, co wciąż trwa. Już nie pamiętam, kiedy to zrozumiałem. Czy dopiero wówczas, gdy zapoznałem się z „pracą” pułkownika WSI Leszka Tobiasza (dobrego znajomego prezydenta Bronisława Komorowskiego) zebraną w sprawie kryptonim „Anioł”? Wynikało z niej, że pułkownik Tobiasz szantażował księdza arcybiskupa Juliusza Paetza w oparciu o materiały dotyczące nieszczęsnej przeszłości hierarchy, a dostarczone pułkownikowi przez towarzyszy z bratniej służby, Stasi. Przez pewien czas ksiądz arcybiskup wykonywał wszystkie polecenia prowadzącego go, niczym na smyczy, szantażysty z WSI, w pewnym jednak momencie powiedział „dosyć” – i natychmiast kompromitujące go materiały zostały upublicznione. Ujawnił je mój dawny redakcyjny kolega z dziennika „Życie”, Jerzy Morawski, wówczas już dziennikarz „Rzeczpospolitej”, który nie wiedząc zapewne, że jest tylko nieświadomym intrygi narzędziem w rękach speców z WSI, napisał artykuł pt. „Grzech w pałacu