Jak podaje dziennik "Rzeczpospolita", 23. lutego Państwowa Inspekcja Pracy wszczęła kontrolę w... Kancelarii Sejmu. Inspektorzy mają zbadać, czy nie łamano w Sejmie praw pracowniczych podczas słynnych nocnych obrad.
Za zamieszanie odpowiada, oczywiście, Platforma Obywatelska. To poseł tej partii Krzysztof Brejza próbował zainteresować Sejmem Inspekcję Pracy. Chociaż posłów kodeks pracy nie obowiązuje, to, jak wskazywał Brejza, posiedzenia Sejmu wymagają zaangażowania jeszcze około 300 osób. Tymczasem pod koniec sytcznia przeniesiono głosowania z popołudnia na noc tylko dlatego, że wieczorem... odbywała się gala "Gazety Polskiej", na której pojawił się Jarosław Kaczyński i szereg najważniejszych polityków PiS.
Warszawska Inspekcja Pracy twierdzi, że nie inspirowała jej Platforma, ale po prostu medialne przekazy. Wynikało z nich, że pracownicy sejmowi mogli nie mieć przewidzianego ustawowo 11-godzinnego czasu odpoczynku. Dlatego inspekcja wkroczyła do Sejmu.
wbw/rzeczpospolita.pl
