Kościół
To dobry znak. Fakt, że wysłuchano uwag księdza Isakowicza-Zaleskiego, że zadawano mu pytania, i że w duchu wielkopostnym nikt nie uciekał się do kar, czy nakazów milczenia, daje nadzieję na to, że pewne kanały komunikacyjne zostały udrożnione, że o trudnych sprawach można mówić, i że nie zawsze wywoływać to musi administracyjne próby uciszania. Znak to tym ważniejszy, że następuje po medialnej fali niszczenia książki (której niemal się nie omawia, nie wskazuje, że jest ona przede wszystkim swoistą „spowiedzią” księdza Isakowicza-Zaleskiego, a nie raportem o stanie Kościoła czy próbą pogłębionej analizy), w sytuacji, gdy grunt pod rozmaite kary mógł wydawać się już przygotowany. A jednak kuria krakowska i sam metropolita uznali, że od kar, od milczenia i udawania, że problemów nie ma (co chętnie czynili publicyści) lepsze jest załatwienie spraw, próba zmierzenia się z nimi. Wielki im się za to należy szacunek.