W odpowiedzi na książkę „Chodzi mi tylko o prawdę” jezuita ojciec Jacek Prusak przypuścił frontalny atak przekonując, że skłonność (przypomnę, że to właśnie ten termin, a nie politpoprawny termin „orientacja”, opisuje najlepiej katolickie spojrzenie na problem homoseksualizmu) homoseksualna nie dyskwalifikuje do przyjęcia święceń kapłańskich. „Dopóki w kodeksie nie pojawi się kanon stwierdzający wprost, że orientacja homoseksualna wyklucza kandydata z kapłaństwa, dopóty można jedynie oceniać jego zdolność do życia w celibacie jako warunek ważnie przyjętych święceń” - oznajmia o. Prusak, a dalej na poparcie swojej tezy cytuje księdza arcybiskupa Józefa Michalika (z którym akurat w tej sprawie zdecydowanie się nie zgadzam), który uznaje, że przeszkodą w przyjęciu święceń jest nie tyle skłonność homoseksualna, ile niezdolność do życia w czystości.

 

Niestety zarówno omówienie instrukcji Kongregacji Wychowania Katolickiego, jak i sytuacji prawnej w Kościele, a także stanu dyskusji na temat kapłaństwa i orientacji homoseksualnej, w wydaniu ojca Prusaka pozostawia wiele do życzenia. Zacznijmy od kwestii dopuszczenia do święceń. Instrukcja nie pozostawia tu najmniejszych wątpliwości. Osoba o trwale zakorzenionych skłonnościach homoseksualnych NIE MOŻE być dopuszczona do święceń. „Odnośnie aktów, naucza on, że Pismo Święte ukazuje je jako grzechy ciężkie. Tradycja stale uznawała je za wewnętrznie niemoralne i sprzeczne z prawem naturalnym. Skutkiem tego, w żadnych okolicznościach nie mogą one być zaakceptowane. Głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, które spotykane są wśród pewnej liczby mężczyzn i kobiet, są także obiektywnie nieuporządkowane oraz, dla nich samych, często stanowią próbę. Osoby takie trzeba przyjmować z szacunkiem i wrażliwością. Powinno się unikać wszelkich oznak niesprawiedliwej dyskryminacji w stosunku do nich. Są one powołane do wypełnienia woli Bożej w swym życiu i do włączenia w ofiarę Krzyża Pańskiego trudności, których mogą doświadczać. W świetle takiego nauczania, niniejsza Kongregacja, w porozumieniu z Kongregacją Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, uważa za konieczne oświadczyć wyraźnie, że Kościół, głęboko szanując osoby, których dotyczy ten problem, nie może dopuszczać do seminarium ani do święceń osób, które praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną "kulturę gejowską". Osoby takie, w istocie, znajdują się w sytuacji, która poważnie uniemożliwia im poprawną relację do mężczyzn i kobiet. Nie można w żaden sposób zignorować negatywnych konsekwencji mogących zrodzić się na skutek święceń osób o głęboko zakorzenionych tendencjach homoseksualnych” - wskazuje jasno i zdecydowanie Kongregacja.



I jak pokazują te zdanie nie chodzi tu tylko o zdolność lub nie do czystości, ale o zdolność lub nie do poprawnych relacji do mężczyzn i kobiet, która zostaje naruszona przez głęboką skłonność homoseksualną. Homoseksualista zatem, choć należy mu się zawsze szacunek, nie powinien być dopuszczony do święceń, jego nieodpowiednie ukierunkowanie może bowiem poważnie i negatywnie zaszkodzić w duszpasterstwie. Nie ma zatem racji ojciec Prusak (a w związku z tym nie ma jej także, przy pełnym szacunku dla metropolity przemyskiego) arcybiskup Józef Michalik. To nie sama zdolność do życia w czystości, ale właśnie skłonność dyskwalifikuje do przyjęcia święceń kapłańskich. Powodem jest zaś fakt niedojrzałości psychoseksualnej oraz niezdolność do bycia w pełni mężem i ojcem (czyli zdolność i pragnienie normalnych heteroseksualnych relacji, małżeństwa i ojcostwa). „Kapłaństwo wymaga swoistej sublimacji, przekierunkowania naturalnej męskiej orientacji seksualnej na służbę Kościołowi, małżonce Chrystusa oraz na duchowe ojcostwo w wydawaniu na świat dzieci Bożych poprzez sakrament chrztu (...) Kapłan żyjący w celibacie wyrzeka się czegoś, co w innej płaszczyźnie, symbolicznej, kościelnej – znajduje swój wyraz“ – podkreślają benedyktyn o. Guy Mansini i Lawrence J. Welch, w eseju opublikowanych na łamach polskiej edycji „Firts Things“. Jeśli zatem ktoś nie może i nie jest w stanie być mężem (także w wymiarze seksualnym) i ojcem – to zwyczajnie nie może być także kapłanem.



Celibat zresztą, o czym warto przypomnieć, także traci sens w przypadku osób homoseksualnych. Oznacza on bowiem nie tyle samotność, singielstwo, ile bezżenność, czyli dobrowolne wyrzeczenie się czegoś, co uznaje się za wartość, i czego się pragnie. Celibat, czyli wyrzeczenie się małżeństwa i ojcostwa, może mieć zatem wartość jedynie w przypadku osób, które są do małżeństwa z kobietą i ojcostwa psychicznie i emocjonalnie zdolne. Bez tego celibat przestaje być celibatem, a staje się singielstwem, które nie ma i nie może mieć znaczenia duchowego. W przypadku osób homoseksualnych owa samotność jest połączona z krzyżem, jakim jest niemożność zaspokojenia własnych pragnień i konieczność życia w samotności i absencji seksualnej. Ten krzyż trzeba dostrzegać i rozumieć, ale nie oznacza on zgody na święcenie osób o takiej skłonności.



I wreszcie kwestia ostatnia, czyli problem tego, co trzeba zrobić z osobami o skłonności homoseksualnej, które już wyświęcone zostały. Tu rzeczywiście toczy się spór. Część z komentatorów od samego początku twierdziła, że święcenia takich osób należy uznać za nieważne, łaska bowiem bazuje na naturze, a w tym przypadku działać nie może. Opinię taką krótko po opublikowaniu Instrukcji Kongregacji Wychowania Katolickiego z 2005 roku wyrażał Joaquin Navarro-Valls. I choć trudno wyobrazić sobie „śledztwa” dotyczące skłonności seksualnych kapłanów, to jednocześnie nie ulega wątpliwości, że można by ją zastosować w odniesieniu do duchownych, którzy do aktów homoseksualnych czy trwale zakorzenionej skłonności homoseksualnej się przyznają. Na razie rzeczywiście nie ma ku temu możliwości prawnych, ale nie zmienia ta faktu, że podstawy teologiczne – i to w cytowanej instrukcji – do takich działań już są. Tym bardziej zaskakujące jest, że ojciec Prusak udaje, że ich nie widzi. Sympatia do osób homoseksualnych i troska o nie nie może przesłaniać szacunku dla kapłaństwa i troski o wiernych. A to z nich wynika instrukcja, która prowadzić będzie – jak się wydaje – do uznania, że skłonność homoseksualna uniemożliwia przyjęcie święceń kapłańskich.



Tomasz P. Terlikowski