Wiadomości
Pamiętają państwo film „Żony ze Stepford”? W idyllicznym miasteczku żyją perfekcyjne, zawsze uśmiechnięte gospodynie domowe, które z przyjemnością chodzą na zakupy, robią porządki i koszą trawę. No i mają jednakowo sformatowaną wyobraźnię. Kiedy w 2004 r. w ramach literackiego stypendium odwiedziłem Gotlandię, miałem wrażenie, że znalazłem się w Stepford. Napotkani Szwedzi mówili o aborcji czy o prawie gejów do adopcji dzieci jak o nowym modelu volvo. Podczas trzytygodniowego pobytu nie spotkałem ani jednej osoby, która wyraziłaby najmniejszą wątpliwość wobec liberalnych dogmatów. W dodatku wszyscy zachowywali się tak, jakby nigdy nie zetknęli się z odmienną wizją świata. Pomyślałem, że coś tu nie gra, bo przecież nawet w warunkach politycznej poprawności muszą funkcjonować jacyś reakcjoniści, którzy w młodości zetknęli się z chrześcijaństwem czy prawem naturalnym. Zacząłem więc wypytywać swoich rozmówców o poglądy ich dziadków oraz rodaków z zapadłych wsi. W odpowiedzi zobaczyłem zdzi