Ukraina

Susujew: Zełenski zmierza do deeskalacji?

W ukraińskiej przestrzeni publicznej pojawił się cały szereg tekstów, nagrań i opinii podkreślających, że w obecnej sytuacji Polska ma realny wpływ na struktury unijne i potrafi bronić w nich swoich interesów. Brzmi to dość paradoksalnie w kontekście powszechnego przekonania Polaków o niezdolności rodzimych elit do walki o swoje w Brukseli i Strasburgu.

4 min czytania
Zełenski z oficjalną wizytą w Pałacu Prezydenckim.
Zełenski z oficjalną wizytą w Pałacu Prezydenckim. · fot. Fot. Mikołaj Bujak - KPRP

17 lipca prezydent Ukrainy oznajmił, że w jego administracji miała miejsce specjalna narada. Omówiono podczas niej szereg działań, jakie ukraiński rząd podejmie w niedalekiej przyszłości w celu poprawy stosunków z Polską. W ramach tych inicjatyw Kijów miałby otworzyć archiwa swoich służb specjalnych dotyczące „tragicznych wydarzeń na Wołyniu” (tak to z reguły określa strona ukraińska w oficjalnych komunikatach). Mają zostać również zaktywizowane i rozszerzone prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na Wołyniu we współpracy z Warszawą. Planowane jest także zdynamizowanie dialogu historycznego oraz społecznego pomiędzy dwoma narodami pod patronatem i z zaangażowaniem instytucji państwowych.

W Polsce oczywiście tę wiadomość odebrano bez zbytniego entuzjazmu, a zapowiedziane gesty nie wyglądają na takie, które mogłyby rozwiązać kluczowe dla Warszawy kwestie. Nie jest też jasne, co w praktyce oznaczałoby wspomniane otwarcie archiwów i czy rzeczywiście zawierają one jakieś dotąd nieznane dokumenty. Jedynie deklarację rozszerzenia procesu ekshumacyjnego można uznać za wiadomość jednoznacznie pozytywną. Tym niemniej logika tych decyzji stoi w sprzeczności z dotychczasową, wydawałoby się, twardą i eskalacyjną linią w kontekście polityki historycznej Ukrainy. Z ukraińskiego punktu widzenia działania te są niewątpliwie odejściem od dotychczasowego kursu i próbą złagodzenia napięć... Nawet jeżeli okaże się ona nieskuteczna, warto ten fakt odnotować i zastanowić się, dlaczego w Kijowie zapadły takie decyzje.

Przyczyn może być wiele. Jedną z odpowiedzi na to pytanie może być jednak wydarzenie sprzed kilku tygodni, kiedy Parlament Europejski przyjął poprawkę numer 34 do swojej rezolucji poświęconej procesowi akcesyjnemu Ukrainy do Unii Europejskiej. Rezolucja z 8 lipca 2026 roku opiera się na raporcie Komisji Europejskiej dotyczącym postępów Kijowa na drodze do akcesji. To rozległy dokument, który potępia rosyjską agresję, wzywa do aktywnego wspierania militarnego i finansowego walczącej Ukrainy oraz pozytywnie ocenia ukraińskie reformy na drodze do Unii. Zawiera on jednak także listę niedociągnięć i problemów, nad którymi Ukraina musi dalej pracować. Łącznie dokument składa się ze 113 punktów, z których polskim europosłom udało się przeforsować w poprawce nr 34 zapis dotyczący Rzezi Wołyńskiej. Ustęp ten generalnie potępia nie tyle ludobójstwo jako takie, ile ocenia decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek armii ukraińskiej imienia „bohaterów UPA” jako niepotrzebną i eskalacyjną. Wskazuje, że krok ten nie uwzględnia wrażliwości strony polskiej, uderza w stosunki dobrosąsiedzkie, a nawet kłóci się z podstawowymi wartościami europejskimi.

Jednocześnie obiektywnie rzecz biorąc, zapis ten jest dla Kijowa dość łagodny – wcześniejsze próby wprowadzenia do uchwały ostrzejszych poprawek (w tym wzywających do zablokowania procesu akcesyjnego do momentu, aż Kijów zaprzestanie gloryfikowania organizacji odpowiedzialnych za czystki etniczne) nie powiodły się. Sama uchwała zawiera też kolejną poprawkę o numerze 35, która podkreśla, że proces akcesyjny nie powinien być wykorzystywany jako lewar w sporach historycznych, a same konflikty należy rozwiązywać na drodze dialogu. Pozostałe dziesiątki punktów są pełne pozytywnych ocen ukraińskiego rządu i społeczeństwa w kontekście ich „walki w obronie europejskich wartości”. Mogłoby się więc wydawać, że cała rezolucja jest dla Ukrainy raczej korzystna, a ten jeden punkt nie stanowi poważnego zagrożenia. Mimo to poprawka ta została w Kijowie zauważona, a tamtejsi komentatorzy poświęcili jej mnóstwo uwagi. W przestrzeni publicznej pojawił się cały szereg tekstów, nagrań i opinii podkreślających, że w obecnej sytuacji Polska ma realny wpływ na struktury unijne i potrafi bronić w nich swoich interesów. Brzmi to dość paradoksalnie w kontekście powszechnego przekonania Polaków o niezdolności rodzimych elit do walki o swoje w Brukseli i Strasburgu. Na Ukrainie potraktowano tę uchwałę jako poważny sygnał ostrzegawczy i podejrzewam, że odnotowano go również w otoczeniu prezydenta.

W tym kontekście deklaracja Zełenskiego jest w jakimś sensie gestem mającym zademonstrować przede wszystkim na forum unijnym, że Ukraina dąży do rozwiązania sporu poprzez dialog – dokładnie tak, jak wzywa ją do tego Europarlament. Wnioski są oczywiste... Sytuacja ta pokazuje, jak ważna jest umiejętność polskich polityków do solidarnej gry w ramach jednej drużyny na poziomie ogólnoeuropejskim. Nawet tak stosunkowo miękka i niosąca za sobą niewielkie konsekwencje uchwała Parlamentu Europejskiego staje się poważnym sygnałem. W takich okolicznościach to instytucje międzynarodowe zaczynają brać w obronę polski interes. Kiedy natomiast na arenie międzynarodowej polskie elity kłócą się między sobą, próbując wciągnąć Brukselę i Strasburg w wewnętrzne konflikty, osłabiają pozycję kraju i otwierają innym państwom drogę do wykorzystywania europejskich struktur przeciwko Polsce.

Mikołaj Susujew

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej