Tylko u nas

Semka dla Frondy: Gorzki koniec wszechpotęgi Zygmunta Solorza

Trybunał Konstytucyjny w Liechtensteinie utrzymał i uczynił prawomocnym wyrok sądu rozstrzygający kwestię przejęcia imperium biznesowego Zygmunta Solorza przez trójkę jego dzieci. To koniec sporu o sukcesję w Grupie Polsat Plus. W ten sposób definitywnie została zakończona batalia sądowa trwająca od sierpnia 2024 roku.

4 min czytania
Zygmunt Solorz-Żak
Zygmunt Solorz-Żak · fot. Screenshot - YouTube/WirtualneMedia

Spór wybuchł w sierpniu 2024 roku, kiedy to Solorz nieoczekiwanie cofnął swoją decyzję o przekazaniu władzy nad firmą swoim dwóm synom i córce. Tobiasz Solorz, Aleksandra Żak i Piotr Żak — różnice nazwisk wynikają z faktu, że Solorz używał rozmaitych nazwisk — prowadzili rozprawę przed trybunałem w Liechtensteinie, bo to tam zarejestrowane zostały podmioty Grupy Polsat Plus. Jesienią 2024 roku Zygmunt Solorz odwołał przekazanie firmy potomkom na posiedzeniu walnego zgromadzenia akcjonariuszy spółki energetycznej ZE PAK. Tyle że nie pojawił się na tym zebraniu osobiście, ale połączył się za pomocą internetu. Uwagę zgromadzonych zwrócił fakt, że biznesowy magnat wypowiadał się z trudnością, a jego stan zdrowia wydawał się fatalny. To skłoniło dzieci do postawienia tezy, że decyzja o cofnięciu sukcesji mogła być wymuszona lub też Solorz mógł znaleźć się pod presją swojej czwartej żony, Justyny Kulki, która według dzieci miała go izolować od najbliższej rodziny i przyjaciół. Późniejsze odwołanie synów z zarządu spółki spotkało się z kontratakiem ich prawników, którzy postawili tezę, że sukcesja jest faktem dokonanym i nie można jej cofać ex post. Trwający od jesieni 2024 roku proces zakończył się teraz ostatecznie przyznaniem racji dwóm synom i córce Solorza.

Dlaczego doszło do tak ostrego konfliktu? Jedną z hipotez jest to, że ostra reakcja dzieci mogła wynikać nie tylko z oczywistych, naturalnych interesów — chęci przejęcia biznesu po ojcu — ale mogła mieć też podłoże polityczne. Oczywiście w cały konflikt wpisywał się mający wiele precedensów w przeszłości model zderzenia psychologicznego. Oto patron rodziny wiąże się z kolejną, znacznie młodszą od siebie żoną i w naturalny sposób powstaje zderzenie: macocha kontra dzieci z poprzednich małżeństw. Cała sprawa byłaby tematem dla portali śledzących życie celebrytów, gdyby nie zaskakująco silne zaangażowanie w sprawę zarówno polityków, jak i mediów stricte politycznych. Do myślenia dawał fakt, że jako pierwsza spór nagłośniła „Gazeta Wyborcza”, a do jego relacjonowania wyznaczono dwójkę politycznych napastników gazety — Wojciecha Czuchnowskiego oraz Agnieszkę Kublik. „Wyborcza” — jak to bywa w jej stylu — formalnie udając bezstronność w relacjonowaniu konfliktu, szybko zaczęła obsadzać nową żonę Solorza, Justynę, w roli negatywnego bohatera konfliktu i kogoś, kto miał nastawiać Solorza negatywnie do ekipy Tuska. Co charakterystyczne, w tekstach starannie omijano odpowiedź na pytanie, czy dzieci Solorza wykazywały się dotąd doświadczeniem biznesowym i czy są już na tyle doświadczone, by przejąć firmę rządzoną twardą ręką przez ojca. W świecie warszawskiej polityki parę miesięcy temu krążyła dość ciekawa plotka. Według niej Solorz był zainteresowany tym, aby na politycznych salonach pojawiły się spekulacje na temat ewentualnego startu publicystycznej gwiazdy Polsatu, Doroty Gawryluk, w wyborach prezydenckich. Co nie uszło uwadze komentatorów politycznych, Gawryluk otrzymała program publicystyczny, który w swoich kolejnych odsłonach dokonywał przeglądu wszystkich problemów ustrojowych i gospodarczych, przed którymi staje dziś Polska. Solorz i jego podwładni nie rozwiewali ani nie dementowali plotek na temat ewentualnego startu Gawryluk w prezydenckim wyścigu.

Według pogłosek ekipa Tuska potraktowała to jako chęć Solorza do posiadania silnej karty przetargowej w rozmowach z rządem na temat tych inicjatyw biznesowych, w których potrzebna była kooperacja firm Solorza z rządem, np. w sektorze energetyki jądrowej. W tej sytuacji powstaje pytanie, czy w gniewnej reakcji na tę próbę gry na styku polityki i biznesu doradcy Tuska nie zainteresowali się konfliktem w rodzinie Solorzów. Wiadomo, że przy planowaniu jakiejś politycznej kontrofensywy zwraca się uwagę przede wszystkim na najsłabsze punkty u przeciwnika. Mogło więc być tak, że synowie Solorza w konflikcie z ojcem mogli otrzymać zapewnienie silnego wsparcia nie tylko przedstawicieli rządu, ale też medialnej asysty, np. ze strony „Wyborczej”. Ten konflikt Solorz przegrał. W latach 90. i na początku nowego wieku długotrwałym sposobem działania Zygmunta Solorza była ochrona interesów swojego biznesowego imperium poprzez ciche dogadywanie się z kolejnymi ekipami rządowymi. Solorz robił to tak, aby jednocześnie unikać bycia widocznym. Z drugiej strony, trzymając rękę na jednej z najważniejszych polskich stacji telewizyjnych, mógł w każdej chwili wykorzystać ją w wygodny dla siebie sposób. Solorz korzystał z tego atutu bardzo ostrożnie i oszczędnie. Jeśli było prawdą, że w otoczeniu Solorza istniały plany zagrania kartą Doroty Gawryluk, to w wypadku konfliktu interesów z ekipą Tuska Solorz doczekał się bardzo dotkliwej dla siebie riposty.

Teraz z dawnej władzy niegdysiejszego peerelowskiego pseudobiznesmena, wzbogacającego się na wysyłaniu paczek do Polski z RFN, zostało już niewiele. Synowie zapewne zadbają, by ojciec miał jakieś środki do życia, ale na pewno już nigdy nie dopuszczą go do dawnej skali wpływów. Pytanie tylko, czy będą mieli tyle talentu, by powtórzyć sukcesy, które były osiągnięciem ich ojca.

Piotr Semka

__________

Z serii:Z dziejów III RP

Źródło: mp/Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej