Tylko u nas

Semka dla Frondy: Piwny pomór

Niemieccy dziennikarze ekonomiczni biją na alarm. Oto kolejne szacowne browary upadają. W grudniu zeszłego roku zakończył działalność warzący od 300 lat browar Josef Lang z okolic Freyung-Grafenau. Niedługo potem Oettinger z Dolnej Saksonii zapowiedział, że ostatnią partię butelek rozleje do końca tego roku. I wreszcie media rozpisują się, że browar Kaufbeuren z Bawarii, którego tradycje sięgają aż 1308 roku, właśnie złożył wniosek o upadłość. Być może w tym wypadku uda się jeszcze zrestrukturyzować firmę, ale na pewno większa część załogi zostanie zwolniona.

2 min czytania
Browar
Browar · fot. via Pixabay.com

Peter Zimmerer z firmy doradczej Zmanagement Consulting, który odpowiada za wdrażanie działań naprawczych, wyjaśnia: koszty energii znacząco wzrosły. Wzrasta konkurencja ze strony napojów bez cukru i alkoholu. Jednocześnie liczba zatrudnionych jest bardzo wysoka.

Przypadek browaru Kaufbeuren jest bardzo typowy. Przez lata egzystował on całkiem nieźle, dostarczając tradycyjne piwo dla tradycyjnych odbiorców ceniących wysoki poziom rzemieślniczej produkcji piwa. Tyle że od dwóch dekad symbol Niemiec, czyli tradycyjne piwiarnie ze stałymi klientami mającymi stałe miejsca przy swoich stolikach, powoli staje się przeszłością.

Piwiarnie upadają, bo starsza generacja, przyzwyczajona do ulubionego gatunku piwa, wymiera, a młodzi spotykają się w nowoczesnych lokalach, gdzie ryczy muzyka techno, a najbardziej rozchwytywane są tzw. energetyki. Raporty rynkowe są bezwzględne. Całkowita sprzedaż piwa w Niemczech w 2025 roku spadła aż o 6 proc. Tylko 24 proc. osób z tzw. pokolenia Z, czyli urodzonych po 2000 roku, deklaruje regularne picie piwa. Dla porównania ten sam współczynnik w odniesieniu do urodzonego w latach 60. pokolenia tzw. baby boomers wynosi 38 proc.

A badacze obyczajowości dorzucają swoje wnioski. Młode pokolenie kładzie nieporównywalnie większy nacisk na zdrowie psychiczne i fizyczne. Unika negatywnych skutków spożywania alkoholu, takich jak kac, pogorszenie kondycji czy spadek produktywności. Paradoksalnie przyczynia się do tego przykucie do komórki. W epoce mediów społecznościowych młodzi ludzie mają hopla na punkcie kontroli nad swoim zachowaniem i wyglądem. Skoro wbija im się do głowy: „Jeśli wypiłeś, to nie tweetuj”, to wyciągają z tego wniosek: „Nie mogę pić, bo wtedy nie mogę spokojnie tweetować”.

Ponadto tradycyjny kufel piwa coraz częściej wydaje się mniej konkurencyjny w porównaniu z napojami tzw. funkcjonalnymi typu kombucha lub napary z superfoods. Jeżeli coś ratuje browary, to coraz większa produkcja piwa bezalkoholowego. Ale to, co jest najbardziej dolegliwe dla piwowarów, to porzucenie samego stylu bycia: spędzania wielu godzin w piwiarniach.

A ponieważ poprzez obsesję mediów społecznościowych młodzi tracą potrzebę przebywania z rówieśnikami twarzą w twarz, co było atutem piwiarni, to wolą sterczeć przed komputerem we własnym mieszkaniu i sączyć drink z dodatkiem yerba mate. To po co komu jeszcze beerhaus?

Pitor Semka

Źródło: mp/Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej