– Dokumenty już przygotowane. Od czwartku będziecie mogli spotkać naszych wolontariuszy we wszystkich dzielnicach stolicy. Poznacie ich po charakterystycznych, pomarańczowych kamizelkach – zapowiedział inicjator akcji Maciej Wilk w mediach społecznościowych.
Stołeczna Operacja Referendalna przedstawia się jako oddolna inicjatywa mieszkańców. Jej celem jest doprowadzenie do głosowania nad dalszym urzędowaniem prezydenta stolicy i całej Rady Warszawy. Maciej Wilk, prezes stowarzyszenia Tak dla CPK, tłumaczył, że impulsem do działania były między innymi informacje o sytuacji w Szpitalu Południowym.
Inicjatorzy referendum zarzucają władzom stolicy nadmierną rozbudowę administracji, brak kontroli nad miejskimi instytucjami i spółkami oraz nieefektywne prowadzenie kosztownych inwestycji. Wśród przykładów wymieniają przedłużający się remont Sali Kongresowej, awarie oczyszczalni „Czajka”, likwidację części miejsc parkingowych, zwężanie ulic i wprowadzenie Strefy Czystego Transportu.
Krytycy Trzaskowskiego przekonują również, że prezydent zbyt dużą część swojej aktywności poświęca polityce ogólnopolskiej, a funkcję w warszawskim ratuszu traktuje jako etap na drodze do najwyższych stanowisk państwowych. Są to oceny organizatorów akcji, którym władze miasta mogą przeciwstawiać własne dane dotyczące inwestycji, transportu i funkcjonowania administracji.
Referendum musi pokonać dwa wysokie progi
Do formalnego złożenia wniosku potrzeba poparcia co najmniej 10 proc. uprawnionych mieszkańców Warszawy. Organizatorzy szacują, że oznacza to zebranie około 132 tys. prawidłowo wypełnionych podpisów. Zbierający muszą liczyć się z tym, że część formularzy może zostać odrzucona z powodu błędnych danych lub braków formalnych.
Samo doprowadzenie do referendum nie gwarantuje jednak odwołania władz miasta. Głosowanie w sprawie organu wybranego bezpośrednio jest ważne tylko wtedy, gdy weźmie w nim udział co najmniej trzy piąte liczby wyborców uczestniczących w wyborze odwoływanego organu. W przypadku Warszawy próg ten jest szacowany na około 450 tys. głosujących. Dopiero po jego przekroczeniu o wyniku zdecyduje większość ważnych głosów.
Maciej Wilk oceniał wcześniej, że przy sprawnym przeprowadzeniu procedury referendum mogłoby odbyć się w grudniu.
– Taki prezent na mikołajki ewentualnie może się zdarzyć – mówił w Polsat News.
Warszawa ma już doświadczenie z podobnym głosowaniem. W październiku 2013 roku odbyło się referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Za jej odejściem opowiedziała się zdecydowana większość uczestników, ale głosowanie zostało uznane za nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Do urn poszło 343 732 mieszkańców, czyli 25,66 proc. uprawnionych, podczas gdy wymagane było uczestnictwo co najmniej 389 430 osób.
Powodzenie obecnej inicjatywy będzie więc zależało nie tylko od zebrania podpisów, lecz przede wszystkim od zdolności zmobilizowania setek tysięcy warszawiaków do udziału w ewentualnym głosowaniu.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.