Do incydentu doszło w rejonie Dubicz Cerkiewnych. Grupa migrantów sforsowała zaporę przy użyciu drabin i lewarka, a następnie obrzucała polskich funkcjonariuszy kamieniami oraz konarami. Karol S. oddał 12 strzałów z broni służbowej. Utrzymywał, że były to strzały alarmowe i ostrzegawcze, skierowane pod bezpiecznym kątem, których celem było zatrzymanie napastników oraz zaalarmowanie sąsiednich posterunków.
W maju 2026 roku sąd uniewinnił żołnierza od zarzutu przekroczenia uprawnień i narażenia innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Sędzia Radosław Hunek podkreślił, że obrona nienaruszalności granic należy do podstawowych obowiązków żołnierza.
– W zachowaniu szeregowego sąd nie stwierdza żadnych znamion żadnego czynu zawartego w Kodeksie karnym – stwierdził sędzia w uzasadnieniu wyroku.
Prokuratura pod nadzorem Waldemara Żurka nie zgodziła się z oceną materiału dowodowego i wniosła apelację, podtrzymując stanowisko, że zachowanie Karola S. wypełniało znamiona zarzucanego mu czynu. Wyrok pozostaje więc nieprawomocny, a ostateczne rozstrzygnięcie należy do sądu odwoławczego.
„Państwo jest przeciwko własnym obrońcom”
Decyzję śledczych ostro skrytykował były komisarz Policji Jacek Wrona. Jego zdaniem dalsze prowadzenie sprawy po jednoznacznym uniewinnieniu w pierwszej instancji uderza nie tylko w oskarżonego, lecz także w morale wszystkich żołnierzy i funkcjonariuszy pełniących służbę na granicy.
– Przekaz do społeczeństwa idzie jednoznaczny. Niby rozwiązano już ten zespół prokuratorów w Siedlcach, który miał ścigać żołnierzy, ale to nadal są konsekwencje tych decyzji – powiedział Wrona w rozmowie z Tysol.pl.
Były policjant ocenił, że działania aparatu państwowego osłabiają zaufanie mundurowych do władz.
– Nie wiem, czemu ma to służyć, ale konsekwentnie tutaj politycy i funkcjonariusze Koalicji 13 grudnia działają w dużej części, oczywiście nie wszyscy, na szkodę polskiego munduru – stwierdził.
– Te zachowania są skandaliczne. Nic się nie zmieniło. Cały czas mamy do czynienia z atakami na polski mundur – dodał Wrona.
Prokuratura ma ustawowe prawo do zaskarżenia nieprawomocnego wyroku. Nie oznacza to jednak, że jej decyzja pozostaje obojętna dla bezpieczeństwa państwa. Żołnierz pełniący służbę na granicy musi podejmować decyzje w ciągu sekund, często w ciemności, chaosie i bezpośrednim zagrożeniu. Jeżeli za zdecydowaną reakcję grozi mu wieloletnie śledztwo, zatrzymanie, proces i dalsza walka w sądzie, inni mundurowi mogą w krytycznej chwili zacząć kalkulować nie tylko ryzyko operacyjne, ale również osobiste ryzyko oskarżeń prokuratorskich, w tym również karę pozbawienia wolności.
Taki efekt mrożący jest szczególnie niebezpieczny na granicy atakowanej w ramach operacji hybrydowej sterowanej przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Państwo wymagające od żołnierzy odwagi musi jednocześnie zapewniać im jasne reguły użycia broni, dobre dowodzenie i pewność, że legalnie wykonujący rozkazy nie zostaną pozostawieni sami sobie.
Rząd Donalda Tuska odpowiada politycznie za sposób funkcjonowania podległych państwu instytucji i za atmosferę wokół ludzi broniących granicy. Nawet przy poszanowaniu niezależności prokuratury w konkretnych sprawach władza powinna jednoznacznie zagwarantować żołnierzom wsparcie prawne oraz takie przepisy, które nie pozostawiają ich w szarej strefie między obowiązkiem obrony państwa a obawą przed postawieniem zarzutów.
– Na całym świecie jest tak, że broni się własnych żołnierzy, broni się własnych funkcjonariuszy, broni się własnego państwa, a u nas nie – powiedział Wrona.
Jak podkreślił, nie może dochodzić do sytuacji, w której „własne państwo jest przeciwko własnym obrońcom”.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.