Patrick Frei zasiadał jako polityk prawicowo-populistycznej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP) w parlamencie kantonu Argowia. W trakcie swojej kariery politycznej występował przeciwko pedofilom i cudzoziemcom.
Teraz na jaw wyszło, że Frei miał wielokrotnie nagrywać sceny wykorzystywania seksualnego 14-letniej córki swojej pochodzącej z Polski partnerki.
O sprawie pisze m.in. ogólnokrajowa niemiecka gazeta Der Spiegel. Jak czytamy, szwajcarska prokuratura postawiła w poniedziałek, 20 lipca, akt oskarżenia i domaga się dla Freia dożywotniego pozbawienia wolności. Zarzuty to m.in. wielokrotne gwałty, usiłowanie zabójstwa, czynności seksualne z dzieckiem, spowodowanie obrażeń ciała, naruszenie ustawy o środkach odurzających, pornografia.
Równie oburzający i bulwersujący jak zachowanie polityka jest sposób, w jaki szwajcarskie władze potraktowały ofiary przestępstwa.
Po tym, jak Frei został aresztowany, gmina Untersiggenthal odmówiła kobietom pełnej pomocy społecznej. Urząd ds. migracji kantonu nakazał kobietom opuszczenie Szwajcarii.
Frei został aresztowany w 2023 roku. Według aktu oskarżenia, Frei wielokrotnie miał podawać 14-letniej Pauli tzw. „pigułki gwałtu”. Następnie wykorzystywał ją seksualnie. Polityk miał także nagrywać gwałty. Jego ofiarami padły także matka Pauli oraz jeszcze jedna kobieta.
Frei zaprzecza zasadniczej części zarzutów, a termin procesu nie został jeszcze wyznaczony.
Polityk został aresztowany po tym, jak matka 14-letniej Pauli Iwona L. przyłapała go w nocy w pokoju swojej córki. Od tamtej pory mężczyzna przebywa w areszcie. Ofiara pedofila dopiero w toku śledztwa dowiedziała się o tym, że była wykorzystywana.
Ofiary Freia prawie nic nie pamiętają, ponieważ były przez niego regularnie odurzane. Większość materiału dowodowego to wykonywane przez mężczyznę nagrania wideo, na których – jak przyznaje prokuratura – widać oskarżonego.
Na szczególne potępienie zasługuje fakt, że Frei wykorzystał przymusowe położenie 14-letniej Pauli oraz jej matki Iwony L. Obie kobiety były od niego całkowicie zależne finansowo. Frei formalnie był na dodatek pracodawcą Iwony L. Umowa przewidywała, że będzie zajmowała się domem, ogrodem i kuchnią w zamian za wynagrodzenie. Jak twierdzi Polka, nigdy nie otrzymała pensji, a partner utrzymywał ją.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.