„Olsztyńska prokuratura wszczęła śledztwo z zawiadomienia tamtejszej policji. Komuś nie podoba się, że ujawniam patologie w policji. Idę kupić świeżą szczoteczkę do zębów” – napisał Dobski na X. Do wpisu dołączył wiadomość od informatora, według którego zawiadomienie miał złożyć naczelnik wydziału kontroli na polecenie komendanta wojewódzkiego policji w Olsztynie Mirosława Elszkowskiego.
Sformułowanie o szczoteczce do zębów jest wyraźną aluzją do możliwości zatrzymania albo przeszukania mieszkania. Informator miał bowiem ostrzec dziennikarza, że powinien zachować czujność. Na obecnym etapie nie ma jednak publicznie dostępnego komunikatu prokuratury, który potwierdzałby zakres postępowania, jego kwalifikację prawną ani status Dobskiego. Nie wiadomo więc, czy jest on podejrzanym, świadkiem, czy jedynie osobą, której publikacje są analizowane.
Zamiast wyjaśnienia zarzutów – postępowanie wokół dziennikarza
Sprawa jest skandaliczna już na poziomie samego wrażenia, jakie tworzą działania organów państwa. Jeżeli policja, której kierownictwo zostało opisane w krytycznych materiałach, zawiadamia prokuraturę w związku z działalnością autora tych publikacji, pojawia się oczywiste pytanie o próbę wywarcia presji na dziennikarza i jego źródła.
W styczniu Dobski ujawnił informacje dotyczące podinspektora Krzysztofa W., naczelnika Wydziału Kadr i Szkolenia Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. Według ustaleń Republiki funkcjonariusz miał kierować wobec podległych mu pracownic cywilnych dwuznaczne propozycje o charakterze seksualnym – ustnie, w wiadomościach SMS oraz za pośrednictwem służbowej poczty elektronicznej. Dziennikarz powoływał się na trzy niezależne źródła w strukturach policji.
Dwie pracownice miały zgłosić sprawę zastępcy komendanta miejskiego 6 listopada 2025 roku. Następnego dnia naczelnik został odwołany ze stanowiska i przeniesiony do dyspozycji komendanta. Następnie wszczęto czynności dotyczące możliwego naruszenia dyscypliny służbowej, a funkcjonariusz przedstawił zwolnienie lekarskie. Później miał zostać przeniesiony do jednego z komisariatów podległych olsztyńskiej komendzie.
Pracownice zawiadomiły również prokuraturę. Postępowanie miało dotyczyć podejrzenia złośliwego lub uporczywego naruszania praw pracowniczych oraz naruszenia godności i dóbr osobistych trzech kobiet. Policja podkreślała, że po zgłoszeniu zareagowała szybko, odwołując funkcjonariusza już następnego dnia. Rozmówcy dziennikarza oceniali jednak, że samo przeniesienie go do innej jednostki mogło wyglądać jak próba wyciszenia problemu.
W demokratycznym państwie odpowiedzią na publikację opisującą możliwe nadużycia w służbach powinno być przede wszystkim rzetelne wyjaśnienie zarzutów. Tymczasem opinia publiczna otrzymuje informację o śledztwie wszczętym po zawiadomieniu samej policji. Jeżeli postępowanie dotyczy ochrony tajemnicy, danych osobowych albo sposobu pozyskania dokumentów, prokuratura powinna jasno wyjaśnić jego podstawę. Milczenie organów tylko wzmacnia podejrzenie, że chodzi nie o ściganie przestępstwa, lecz o ustalenie źródeł dziennikarza i wysłanie ostrzeżenia innym funkcjonariuszom gotowym mówić o patologii.
Olsztyńska prokuratura wszczęła śledztwo z zawiadomienia tamtejszej policji. Komuś nie podoba się, że ujawniam patologie w policji.
Idę kupić świeżą szczoteczkę do zębów. 😎— Marcin Dobski (@szachmad) July 13, 2026
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.