Łukasiewicz powiedział podczas uroczystości: „Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy polskiej na terenach dawnej II RP przed wojną i w jej trakcie”. Zastrzegł następnie, że nie tworzy symetrii ani nie stawia znaku równości między skalą cierpień obu stron. Jego wystąpienie zostało opublikowane również na oficjalnym profilu dyplomaty w serwisie X.
Choć Łukasiewicz próbował zaznaczyć różnicę pomiędzy wydarzeniami, samo wprowadzenie polskich win do przemówienia wygłaszanego na miejscu kaźni Polaków wywołało gwałtowną krytykę. Były ambasador Marek Magierowski zwrócił uwagę, że podobne porównania mogą pojawiać się w debacie historyków i publicystów, lecz nie powinien posługiwać się nimi najwyższy polski przedstawiciel dyplomatyczny na Ukrainie podczas oficjalnych uroczystości rocznicowych.
Czarnek: Wicepremier powinien był przerwać wystąpienie
Najostrzej zareagował Przemysław Czarnek. W rozmowie z Telewizją Republika stwierdził, że większe pretensje niż do samego dyplomaty ma do obecnego na uroczystości Kosiniaka-Kamysza.
– Mam jeszcze większe pretensje nie do tego człowieka, który wyszedł i, z kartki czytając, głupoty gadał w dniu, w którym wspominamy ofiary ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów na Polakach – mówił Czarnek.
Następnie uderzył bezpośrednio w szefa MON:
– Mam jeszcze większe pretensje do wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, który był na tych uroczystościach, stał obok tego oszołoma, przysłuchiwał się obrażaniu Narodu Polskiego i państwa polskiego, i to w tak szczególnym dniu, w tak szczególnych warunkach, kiedy Ukraińcy postanowili na nowo gloryfikować ludobójców, twórców ideologii ludobójczej. I nic nie zrobił – powiedział wiceprezes PiS.
Czarnek podkreślił, że Kosiniak-Kamysz nie oglądał uroczystości z oddali, lecz znajdował się na miejscu jako wicepremier i przedstawiciel polskiego państwa.
– W tak ważnym dniu powinien wyjść i powiedzieć temu panu: „Proszę przestać kłamać”. Jest wicepremierem rządu polskiego. Dlatego Kosiniak-Kamysz jest tak samo winien jak ten człowiek, który kłamał na temat Polski i Polaków – ocenił.
Sam Kosiniak-Kamysz mówił w Ołyce o potrzebie prawdy, upamiętnienia i przebaczenia. Podkreślał, że ekshumacje, godny pochówek oraz pamięć o ofiarach są dla Polski sprawą niezwykłej wagi. Nie ma jednak informacji, aby podczas wystąpienia Łukasiewicza publicznie zaprotestował przeciwko wprowadzeniu do przemówienia wątku polskiej przemocy.
I właśnie to milczenie jest politycznie najbardziej obciążające. Rząd deklaruje, że stoi na straży prawdy historycznej, ale jego przedstawiciele nie reagują nawet wtedy, gdy podczas obchodów ludobójstwa polski dyplomata zaczyna mówić o winach strony polskiej. Taka postawa nie jest neutralnością. W praktyce oznacza ciche przyzwolenie na narrację, która rozmywa odpowiedzialność OUN i UPA oraz ułatwia władzom w Kijowie dalsze unikanie jednoznacznego rozliczenia z banderyzmem.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.