Tylko u nas

Piotr Semka dla Frondy: Magyar-superpower

W poniedziałek 13 lipca węgierski premier Peter Magyar rozpoczął brutalne przemeblowywanie węgierskiej sceny politycznej. Probrukselska większość z Partii TISZA w Zgromadzeniu Narodowym w Budapeszcie przegłosowała zmiany konstytucji zaproponowane przez nowy węgierski rząd. Program zmian zawiera 12 punktów. Zakłada między innymi odwołanie aktualnie urzędującego prezydenta, ograniczenie kadencji posłów do trzech (licząc wstecz) i utworzenie specjalnego urzędu ds. odzyskiwania i ochrony majątku, którego zadaniem ma być odzyskanie środków, które nowa ekipa uzna za sprzeniewierzone w okresie rządów Orbána.

3 min czytania
Fot. screenshot: YouTube (Magyar Péter Hivatalos)
Fot. screenshot: YouTube (Magyar Péter Hivatalos)

Odwołanie prezydenta Tamasa Sulyoka, wybranego w 2024 roku  – a więc jeszcze za rządów FIDESZ – nie jest zaskoczeniem. Magyar zapowiadał to od momentu, gdy stało się jasne, że został zdecydowanym zwycięzcą wyborów z 12 kwietnia. Zaskoczeniem nie było też wprowadzenie limitu dwóch kadencji dla premiera – ale liczonych wstecz. Kroku, który ma zamknąć drogę Viktorowi Orbánowi do ewentualnego powrotu w przyszłości do władzy. Ale czymś nowym i głęboko antydemokratycznym jest wprowadzenie limitu startów do sejmu tylko na trzy kadencje – znów licząc od tyłu. To krok bez precedensu na świecie. Ewidentnie ma on uderzyć w główną partię opozycji. W praktyce oznacza to, że spora część obecnego składu klubu parlamentarnego Fidesz nie będzie mogła wystartować za trzy lata, bo maja za sobą już jedną lub dwie kadencje.

W polityce rozpoznawalność wypracowuje się latami, to w warunkach demokracji spory atut. Posłów TISZY to nie dotknie, bo w zdecydowanej większości są w parlamencie pierwszą kadencję.

Balázs Orbán – polityk i dotychczasowy główny strateg FIDESZ, na platformie X tak skomentował to co, stało się w węgierskim parlamencie: 

„Ciemny dzień dla Węgier. Dziś Parlament przyjmuje poprawki konstytucyjne, które nielegalnie usuwają urzędującego Prezydenta Republiki i zakazują urzędującym posłom opozycji kandydowania na reelekcję” – pisze na portalu X polityk FIDESZ.

„Były premier (Viltor Orbán) już wcześniej został objęty takim zakazem. To oznacza początek kryzysu konstytucyjnego, który może trwać latami. Ironicznie, wywołuje go partia dysponująca największą większością parlamentarną w historii demokratycznych Węgier. Dlaczego? Ponieważ, podobnie jak ich liberalno-autorytarni sojusznicy w Brukseli, mogą i wygrać wybory, ale wiedzą, że oszukali swoich wyborców. I obawiają się, że w wolnej i uczciwej demokratycznej rywalizacji zostaliby odrzuceni przez głosujących. Rząd, który boi się wyborców, zawsze w końcu zaczyna bać się samej demokracji.”

Balázs Orbán trafił w punkt. Ekipa Magyara przeforsowała limit startów w wyborach, blokując wyborcom zadowolonym z pracy posła możność wyboru danego polityka. To łamanie zasad demokracji. W wypadku postulatów ograniczenia kadencji prezydentów miast – mają one sens, bo długoletnia władza jednego człowieka nad miastem może prowadzić do tworzenia koterii w magistracie. W wypadku zwykłego posła – limit wybieralności to szykana. 

Posłowie FIDESZ zbojkotowali głosowanie wiedząc, że Magayar i tak w ma w parlamencie zdecydowaną większość.

Teraz prezydent Tamas Sulyok ma pięć dni na podpisanie ustawy lub jej odrzucenie. Jeśli tego nie zrobi – a wszystko na to wskazuje – większość Zgromadzenia  narodowego może postawić go w stan oskarżenia. Wtedy nowe prawo podpisze nowa przewodnicząca izby Agnes Forsthoffer, wiceszefowa TISZY. Wszystko jest więc już przygotowane do całkowitego przejęcia władzy przez nową ekipę. 

W mediach węgierskich spekuluje się, że to właśnie Agnes Forsthoffer może zastąpić prezydenta Sulyoka na stanowisku głowy państwa. Ale niektórzy komentatorzy wspominają już , że Magayar sam może chcieć zostać nowym prezydentem, tyle że już z realną władzą. Prezydentem wybieranym w elekcji powszechnej (teraz wybiera prezydenta parlament), na wzór Polski

Czemu lider TISZY może wybrać taki właśnie scenariusz?

Magyar wygrał z Orbanem, ale może chcieć uzyskać własny, jeszcze silniejszy mandat władzy. 

I wtedy okaże się, że silna władza Orbána, która tak oburzała euro-liberałów – zamieni się w jeszcze silniejszą, zanordystyczną i antydemokratyczną władzę lidera TISZY. Tyle, że tym razem nikt w Brukseli nie będzie już się z tego powodu oburzał. Dokładnie tak samo, jak to stało się w Polsce.

 

Piotr Semka

Źródło: Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej