Skandal

Może zaprosimy lekarzy z USA? Tam mają problemy ze spłatą kredytów

Ponad 2,59 mln zł w ciągu jednego roku, czyli średnio przeszło 216 tys. zł miesięcznie – tyle wyniosło najwyższe wynagrodzenie wykazane w zestawieniu płac lekarzy Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie za 2025 rok. Aż 17 pozycji przekroczyło milion złotych rocznie, a łączna kwota wypłacona 320 lekarzom lub w ramach wykazanych kontraktów medycznych wyniosła ponad 119 mln zł. Polacy żyją bardzo często w ubóstwie, a co na to rząd koalicji zarządzanej przez Donalda Tuska?

3 min czytania
Lekarz, Zdj. ilustracyjne
Lekarz, Zdj. ilustracyjne · fot. via Pixabay.com

Dane uzyskane w trybie dostępu do informacji publicznej przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska upublicznił koszaliński radny Błażej Papiernik. Zestawienie pokazuje, że pięć najwyższych rocznych wypłat wyniosło kolejno około 2,60 mln zł, 2,11 mln zł, 1,99 mln zł, 1,63 mln zł i 1,52 mln zł. Łączna wartość siedemnastu wynagrodzeń przekraczających milion złotych sięgnęła około 23,7 mln zł.

– Jestem oburzony tak wysoką skalą zarobków z publicznych pieniędzy. Nie odmawiam lekarzom wysokich zarobków, ale to musi mieć swój limit – powiedział Papiernik w rozmowie z „Faktem”, cytowanej przez media. Radny ostrzegł, że bez zatrzymania niekontrolowanego wzrostu kosztów wynagrodzeń publiczna ochrona zdrowia może nie wytrzymać finansowo.

Milionowe wypłaty, zadłużenie szpitala i wielogodzinne kolejki

Sprawa bulwersuje tym bardziej, że wysokie wynagrodzenia nie oznaczają automatycznie łatwiejszego dostępu pacjentów do pomocy. Papiernik wcześniej opisywał własną wizytę na szpitalnym oddziale ratunkowym, podczas której – według jego relacji – czekał niemal 13 godzin po urazie nogi i ostatecznie opuścił placówkę na własne żądanie.

– Nie mam wątpliwości, że część przypadków była ważniejsza, ale żeby siedzieć i czekać na konsultację ponad 12 godzin? Siedzę i nie mogę w to uwierzyć – relacjonował radny.

Szpital wyjaśnia, że wynagrodzenia lekarzy stanowią około 40 proc. całego funduszu płac. Według przekazanych mediom informacji zobowiązania placówki na koniec maja wynosiły około 20 mln zł, choć jednocześnie lecznica oczekiwała na rozliczenie przez Narodowy Fundusz Zdrowia nadwykonań o zbliżonej wartości. Placówka podkreślała również, że rok 2025 zakończyła dodatnim wynikiem finansowym.

Trzeba zaznaczyć, że roczna kwota kontraktu nie zawsze jest odpowiednikiem zwykłej pensji pracownika. Może obejmować wielogodzinne dyżury, świadczenia wykonywane w kilku oddziałach, gotowość do pracy, procedury zabiegowe oraz koszty ponoszone przez lekarza prowadzącego działalność gospodarczą. Nie zmienia to jednak faktu, że wypłata przekraczająca 2,5 mln zł z publicznego systemu wymaga szczegółowego wyjaśnienia: za ile godzin pracy ją naliczono, jakie świadczenia wykonano i czy stawka była rzeczywiście niezbędna do zapewnienia obsady.

Koszaliński szpital podlega samorządowi województwa zachodniopomorskiego, a nadzór nad jego działalnością sprawuje Zarząd Województwa. Regionem kieruje marszałek Olgierd Geblewicz związany z – nie będziecie zdziwieni - Koalicją Obywatelską. To właśnie władze województwa powinny więc odpowiedzieć, czy znały skalę najwyższych kontraktów, jak je kontrolowały i czy próbowały przeciwdziałać sytuacji, w której pojedyncze wypłaty osiągają poziom wielokrotnie przekraczający zarobki większości Polaków.

Nie wystarczy tłumaczenie, że rynek dyktuje ceny, a bez wysokich stawek nie da się znaleźć specjalistów. Rolą władz publicznych nie jest bezradne akceptowanie każdej kwoty, lecz stworzenie przejrzystych zasad wynagradzania, porównywanie stawek między placówkami oraz sprawdzanie, czy wydatki przekładają się na liczbę wykonanych zabiegów, skrócenie kolejek i rzeczywistą poprawę opieki.

Politycy PO od lat współodpowiadają za zarządzanie ochroną zdrowia w województwie zachodniopomorskim. Jeżeli w podległej samorządowi placówce powstaje grupa siedemnastu „milionerów”, podczas gdy pacjenci spędzają wiele godzin na SOR-ze, władze nie mogą udawać, że jest to wyłącznie wewnętrzna sprawa dyrekcji szpitala.

Tym bardziej groteskowo brzmi porównanie ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykańskie Stowarzyszenie Uczelni Medycznych podaje, że mediana długu edukacyjnego absolwenta medycyny z rocznika 2025 wynosiła 215 tys. dolarów, a czteroletni koszt kształcenia może przekraczać 400 tys. dolarów na uczelni prywatnej. Być może więc – skoro polskie publiczne placówki są w stanie wypłacać ponad 200 tys. zł miesięcznie – należałoby zaprosić zadłużonych lekarzy z USA. Mogliby spłacić kredyty szybciej, niż to planowali.

Żart kończy się jednak tam, gdzie zaczynają się publiczne pieniądze. Lekarz wykonujący odpowiedzialną, wymagającą i ratującą życie pracę powinien być bardzo dobrze wynagradzany. Jednocześnie kwoty liczone w milionach złotych muszą podlegać kontroli, zwłaszcza gdy szpital ma zobowiązania, czeka na pieniądze z NFZ, a pacjenci skarżą się na wielogodzinne kolejki.

Jerzy Mróz

Źródło: mp/Sieć Obywatelska Watchdog Polska, Onet, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej