Grudzień 2023 roku. Katolicy na całym świecie przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia, tak jak zawsze. Nagle huknęła niespodziewana informacja: Stolica Apostolska pozwala na błogosławienie w Kościele par tej samej płci.
Wydawało się, że to niemożliwe: przecież coś równie głupiego nie może być prawdą! Deklaracja „Fiducia supplicans”, którą ogłosił prefekt Dykasterii Nauki Wiary, kardynał Victor Manuel Fernández, stała się absolutnie rekordową publikacją Watykanu. Sam Fernández chwalił się, że tyle milionów ludzi jeszcze nigdy nie klikało w watykańskie strony…
Ludzie nie wierzyli, że to się dzieje naprawdę. „Fiducia supplicans” ogłosiła, że ksiądz Kościoła katolickiego może udzielić błogosławieństwa „parze tej samej płci”. W tekście zapisano to czarno na białym, w kilku miejscach. Przez pewien czas królowało wyparcie. Na przykład rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak SJ ogłosił w dziwnym komunikacie, że „Fiducia supplicans” niczego nie zmienia i wszystko zostaje tak, jak było. Cóż…
Dokumentu kardynała Fernándeza niektórzy biskupi po prostu nie przyjęli. Tak zrobiła większość Afryki, to samo zrobili też niektórzy Europejczycy czy Amerykanie. Watykan kręcił nosem, ale ostatecznie postawił na „różnorodność”: każdy robi z „Fiducia supplicans”, co chce.
Problem na tym właśnie polega: każdy robi, co chce…
Od strony formalnej, „Fiducia supplicans” pozwala tylko na „spontaniczne” błogosławieństwa par homoseksualnych. Kapłan nie może afirmować ich seksualnej relacji; ceremonii nie należy wcześniej przygotowywać; nie wolno jej mylić z małżeństwem ani dokonywać „w kontekście” związków cywilnych. Teoretycznie chodzi o sytuację, w której dwóch jednopłciowców napotyka gdzieś księdza i „nagle” proszą go o błogosławieństwo – a on go udziela, jako wzmocnienie dla całości życia, a nie ich relacji.
Praktyka jest zupełnie inna – i to na całym świecie. Ostatnio w rażący sposób dowiodła tego sytuacja z Londynu. W jednym z tamtejszych kościołów zorganizowano ceremonię dla starej pary homoseksualnej. Chodzi o dwóch mężczyzn, którzy żyją ze sobą od 50 lat. Zawarli dawno temu formalny związek cywilny. Tymczasem w londyńskiej świątyni zorganizowano dla nich wielką imprezę. Mszę celebrował proboszcz, a koncelebrowali dwaj emerytowani biskupi. Homilię wygłosił prominentny kardynał, Timothy Radcliffe – człowiek bliski Franciszkowi, w przeszłości generał Dominikanów. Wśród uczestników była też znana z promocji agendy LGBT amerykańska zakonnica, Jeaninne Gramick. Wszystko zostało opisane przez progejowski portal grupy „New Ways Ministry”.
Gdyby chodziło tylko o Mszę – i tak byłby skandal; ale było jeszcze gorzej. Na koniec proboszcz udzielił homoseksualnej parze błogosławieństwa. W tekście, który wygłosił, mówi się o „miłości”. Dokładnie nic nie było tu zgodne z „Fiducia supplicans”. Miało być spontanicznie, a był plan; miało być bez kontekstu związku, a chodziło o związek cywilny; miało być bez afirmacji sodomii, a proboszcz mówi o „miłości” – i tak dalej, i tak dalej…
Oczywiście, konsekwencji nie ma – Watykan nie wydał nawet jednego słowa komentarza, choć w akcji uczestniczył kardynał i dwaj biskupi. Ani słowa.
Byłoby dziwne, gdyby Watykan zareagował. Konserwatyści od początku ostrzegali: kardynał Fernández może i zapisał w „Fiducia supplicans” cały szereg zastrzeżeń, ale przecież z góry wiadomo, że nie będzie się tego przestrzegać – i prawdopodobnie sam Fernández wcale tego nie oczekuje.
Tak właśnie jest. Przecież sprawa z Londynu to jeszcze nie wszystko. Pary homoseksualne błogosławi się też niekiedy w USA, Ameryce Południowej, we Włoszech… W Niemczech i Belgii są nawet specjalne „ryty” błogosławienia, pół-oficjalne modlitwy, których używa się na takich „homo-ślubach”.
Zgorszenie jest faktem, reakcji brak. W tej sytuacji trudno się dziwić, że wielu katolików mówi „dosyć” i sympatyzuje z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X albo innymi środowiskami, które w taki czy inny sposób odcinają się do Stolicy Apostolskiej.
Na tym właśnie polega tragedia naszych czasów: powszechne nadużycia i milczenie Watykanu sprawiają, że pogubić się jest naprawdę łatwo. Bo nawet jeżeli takie wydarzenia, jak w Londynie, stanowią w skali Kościoła powszechnego wyjątek i margines – to przecież właśnie one przemożnie wpływają na percepcję wiernych.
Jak długo jeszcze?...
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.