(...) Kontynent zdaje się gwałtownie zmierzać w prawo. W Salwadorze Nayib Bukele zbudował swoją popularność na skutecznej walce z gangami. W Argentynie Javier Milei został wybrany na prezydenta, opierając się na programie całkowitego demontażu państwa opiekuńczego. W Ekwadorze Daniel Noboa uczynił bezpieczeństwo swoim priorytetem. W Chile wybór na prezydenta José Antonio Kasta potwierdził wzrost konserwatywnej prawicy. Nawet Kostaryka, uważana za jedną z najbardziej konsensualnych demokracji w regionie, jest obecnie rządzona przez Laurę Fernández, należącą do skrajnej prawicy”.
Skąd ta zmiana? Nadjet Cherigui wyjaśnia, że to efekt swoistego buntu wyborców w krajach nękanych nieformalnymi rządami karteli narkotykowych i efekt braku bezpieczeństwa. To tworzy żyzny grunt dla nowych twarzy, które wykorzystują kryzys zaufania wobec tradycyjnych partii, bezradnych wobec przemocy i trawionych korupcją. Nowi liderzy z prawej strony są pragmatyczni i czerpią inspiracje z politycznego stylu Donalda Trumpa.
Dobrym przykładem tego typu przywódcy jest 47-letni Abelardo de la Espriella, który właśnie wygrał wybory prezydenckie w Kolumbii. Prawnik i zamożny biznesmen dołączy do grupy przyjaciół żółtowłosego gospodarza Białego Domu obok Javiera Mileiego w Argentynie i Nayiba Bukele w Salwadorze. I znów wygranej de la Esprielli nie sposób zrozumieć, jeśli się nie przypomni postaci jego poprzednika, prezydenta Gustavo Petro. Ten liberał wybrany w 2022 roku zwyciężył dzięki obietnicom zaprowadzenia pokoju w kraju wstrząsanym konfliktami zbrojnymi. Tylko że nic z jego obietnic nie wyszło. Dziesięć lat po podpisaniu porozumień z lewicową partyzantką FARC chaos i przemoc tylko wzrosły. Waszyngton bezskutecznie wywierał presję na Bogotę, aby ograniczyła działalność karteli narkotykowych, które zalewają Amerykę narkotykami. I to właśnie na tle bezradnego prezydenta Petro – Abelardo de la Espriella wygrał dzięki obietnicom silnego przywództwa, wybudowania więzień i złamania karku przestępczości zorganizowanej.
Trzecim wreszcie miejscem, gdzie wyraźnie wzrasta polityczna prawicowa fala, jest Brazylia. W tym kraju lewicowe elity doprowadziły do skazania na karę więzienia Jaira Bolsonaro, byłego prezydenta kraju – na jego politycznego mściciela wyrasta jego najstarszy syn, Flávio. To on w nadchodzących wyborach prezydenckich, zaplanowanych na październik, zmierzy się z aktualnie urzędującym prezydentem Lulą.
Flávio Bolsonaro zabłysnął już podczas konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej (CPAC) w Teksasie. Obiecał wówczas, że jego ewentualna wygrana w październiku utworzy drogę do ulepszonej wersji rządów jego ojca. I on kładzie nacisk na radykalny wzrost bezpieczeństwa kraju i obiecuje rozliczyć ekipę Luli, która w jego opinii wróciła do drenowania kraju. Z tej krótkiej analizy widać, że przesunięcie na prawo ma związek głównie z całkowitym rozkładem systemu bezpieczeństwa państw latynoskich i powrotu do wpływu mafii, zorganizowanej przestępczości i karteli narkotykowych. Ten zwrot w prawo oczywiście wywołuje bicie na alarm europejskiej lewicy. W Ameryce zaś ta ewolucja nastrojów to kolejny krzepiący sygnał dla ruchu MAGA i samego Donalda Trumpa.
Piotr Semka
mp/Fronda.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.