Polityka

Kumoterska logika rządu: swoim wolno ujawniać wszystko, opozycji nie wolno nawet pytać?

Spór o przekazanie Ukrainie polskich pocisków PAC-3 do systemów Patriot coraz mocniej obnaża podwójne standardy obozu rządzącego. Paweł Kowal, poseł KO i szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, na antenie TVP Info ostro krytykował opozycję za domaganie się informacji o tym, jaki sprzęt wojskowy Polska przekazała Ukrainie. Problem w tym, że dzień wcześniej szczegóły donacji ujawnił sam minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.

2 min czytania
Paweł Kowal
Paweł Kowal · fot. Fot. Screnshot - YouTube/Paweł Kowal

Szef MON poinformował, że łączna wartość polskich donacji wojskowych dla Ukrainy wyniosła 16,45 mld zł, a od 2024 roku do dziś – 1,55 mld zł, czyli 9,4 proc. całości. Wśród przekazanego sprzętu wymieniono m.in. pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot, system bezzałogowy Scan Eagle, pociski, bomby lotnicze, amunicję oraz części do techniki lotniczej, pancernej i przeciwlotniczej. MON podkreśla, że każda donacja była poprzedzona analizą Wojska Polskiego.

Na tym tle wypowiedzi Kowala brzmią co najmniej niezręcznie, o ile nie groteskowo. Polityk KO przekonywał, że ujawnianie spraw wojskowych przez opozycję jest skandalem i „dyskwalifikuje” do sprawowania najwyższych urzędów. Gdy jednak dziennikarz zapytał, czy podobnego ujawnienia nie dokonał właśnie Kosiniak-Kamysz, Kowal odparł, że minister obrony „wie, co można ogłosić, a czego nie można ogłosić” i to on decyduje, w jakim zakresie informacje mogą płynąć do opinii publicznej.

To klasyczna polityczna akrobacja: gdy informację chce ujawnić przeciwnik, ma to być nieodpowiedzialność; gdy robi to własny minister – jest to przejaw kompetencji. Taka logika nie buduje zaufania w sprawach bezpieczeństwa państwa. Tym bardziej że spór dotyczy pocisków PAC-3, czyli elementu systemu Patriot przeznaczonego do zwalczania szczególnie groźnych celów, w tym rakiet balistycznych.

Rząd próbuje przekonywać, że sprawa nie osłabia polskiej obrony powietrznej. Kosiniak-Kamysz mówił, że liczba przekazanych pocisków to „margines naszych zdolności” i że decyzja zapadła po konsultacjach z NATO oraz stroną amerykańską. Media cytowały także zapewnienia, że w razie zagrożenia Polska miałaby otrzymać wielokrotnie większe wsparcie.

Opozycja pyta jednak o konkrety: ile pocisków przekazano, kiedy, na jakiej podstawie, czy ubytki zostały uzupełnione i czy wszystkie najważniejsze ośrodki w państwie znały pełne szczegóły. To nie są pytania „antyukraińskie”, lecz pytania o stan polskiej obrony powietrznej. Państwo frontowe NATO nie może opierać komunikacji strategicznej na zasadzie: „zaufajcie nam, bo my wiemy lepiej”.

Dodatkowo w debacie pojawiło się fałszywe lub co najmniej mylące uproszczenie, jakoby poprzedni rząd przekazywał Ukrainie „systemy Patriot”. Publicznie dostępne zestawienia pomocy wskazują, że w latach 2022–2023 Polska przekazywała m.in. czołgi T-72, PT-91 i Leopard 2A4, transportery Rosomak, bojowe wozy piechoty BWP-1, haubice Krab, systemy Grad, moździerze, drony Warmate i FlyEye, samoloty MiG-29 oraz systemy przeciwlotnicze starszych typów, takie jak S-200, Newa, Osa czy Szyłka. W żadnym wypadku nie wynika z nich jednak, aby Polska przekazała Ukrainie całe zestawy Patriot.

 

mp/PAP, TVP Info, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej