Ministerstwo Obrony Narodowej ujawniło część informacji o skali pomocy wojskowej przekazanej Ukrainie od 2024 roku. Jak poinformował Władysław Kosiniak-Kamysz, wartość donacji w tym okresie wyniosła 1,55 mld zł, co — według szefa MON — stanowi około 9,4 proc. wszystkich polskich donacji na rzecz Ukrainy. Informacja pojawiła się po kilku dniach politycznej burzy wokół doniesień o przekazaniu Kijowowi pocisków do systemów Patriot.
Lista przekazanego sprzętu jest długa i obejmuje uzbrojenie o dużym znaczeniu bojowym. Kosiniak-Kamysz wymienił m.in. „pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot”, bezpilotowy system Scan Eagle, pociski rakietowe, bomby lotnicze, przeciwpancerne pociski kierowane, pociski do granatników, amunicję czołgową, artyleryjską i moździerzową, wyposażenie indywidualne żołnierza oraz aparaturę, osprzęt i części zamienne do techniki lotniczej, pancernej i systemów przeciwlotniczych Newa.
Szef MON przekonywał, że żadna decyzja o przekazaniu sprzętu nie zapada bez udziału wojskowych. „Żadna z donacji nie odbywa się bez rozmowy z wojskowymi. Tak naprawdę to od żołnierzy Wojska Polskiego zależy to, co możemy przekazać” — tłumaczył się Kosiniak-Kamysz. Przekonywał też, że donacje „bardzo często” wynikają z zobowiązań sojuszniczych, ponieważ Polska uczestniczy w Ukraine Defense Contact Group, czyli formacie państw wspierających Ukrainę.
Problem polega jednak na tym, że wśród przekazanych środków znalazły się pociski PAC-3 do systemu Patriot. To nie jest zwykła amunicja, lecz jeden z najważniejszych elementów obrony powietrznej przed rakietami balistycznymi i innymi zaawansowanymi zagrożeniami. Polska znajduje się na wschodniej flance NATO, sąsiaduje z Białorusią i obwodem królewieckim, a jej wielowarstwowy system obrony powietrznej nadal jest budowany. Przekazywanie pocisków przechwytujących do Patriotów może być uzasadniane solidarnością sojuszniczą, ale musi być równocześnie powiązane z jasnym planem uzupełnienia zapasów i utrzymania zdolności obronnych państwa.
Największym problemem obecnego rządu pozostaje chaos komunikacyjny. Najpierw pojawiały się medialne przecieki i pytania opozycji, potem wiceszef MON Cezary Tomczyk podkreślał, że „lista przekazywanych donacji jest niejawna”, a dopiero później Kosiniak-Kamysz zapowiedział odtajnienie informacji po konsultacji z premierem Donaldem Tuskiem. Taki sposób działania w sprawach bezpieczeństwa państwa budzi nieufność zamiast ją wygaszać.
Polska ma prawo i interes wspierać Ukrainę w wojnie z Rosją, ale nie może robić tego kosztem własnego bezpieczeństwa ani bez jasnego wyjaśnienia opinii publicznej, jakie zdolności zostały przekazane i kiedy zostaną odtworzone. Pomoc sojusznikowi nie może oznaczać cichego uszczuplania krytycznego uzbrojenia, zwłaszcza gdy chodzi o obronę polskiego nieba. Obywatele mają prawo wiedzieć, czy państwo nadal dysponuje wystarczającą liczbą efektorów do systemów Patriot i czy przekazane Ukrainie pociski zostały już zastąpione nowymi.
Rząd powinien więc przedstawić nie tylko wartość donacji, ale także pełną logikę bezpieczeństwa: co przekazano, dlaczego, na czyj wniosek, po jakiej analizie wojskowej i w jakim terminie Polska odtworzy te zdolności. W przeciwnym razie każda kolejna informacja o wsparciu dla Ukrainy będzie wzmacniała wrażenie, że decyzje o krytycznym uzbrojeniu podejmowano zbyt późno, zbyt niejasno i bez należytej troski o bezpieczeństwo Rzeczypospolitej.
mp/PAP, Niezalezna.pl, Gazeta Prawna, Fronda.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.