Wołyń wraca w rocznicę Krwawej Niedzieli
11 lipca przypada Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Święto zostało ustanowione ustawą z 4 czerwca 2025 roku, a obowiązuje od 5 lipca 2025 roku.
Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że ukraińscy nacjonaliści zamordowali ponad sto tysięcy Polaków (niektóre dane mówią nawet o 120/130 tysiącach), głównie mieszkańców wsi, a apogeum zbrodni przypadło na 11 lipca 1943 roku, gdy Polacy byli mordowani w około stu miejscowościach.
Sikorski: „Rosjanie mogą mieć satysfakcję”
Radosław Sikorski, pytany w RMF FM, czy w tym roku możliwe są wspólne polsko-ukraińskie obchody, odpowiedział: „Niestety. Rosjanie mogą mieć satysfakcję”. Minister spraw zagranicznych mówił, że „różne wypowiedzi i działania” doprowadziły do tego, iż Polacy i Ukraińcy zostali nastawieni przeciw sobie.
To wygodna diagnoza, ale niepełna. Rosja oczywiście wykorzystuje każdy spór historyczny między Warszawą a Kijowem. Nie znaczy to jednak, że Polska ma milczeć, gdy na Ukrainie gloryfikuje się formacje odpowiedzialne za ludobójstwo Polaków. Pojednanie nie polega na tym, że jedna strona składa kwiaty, a druga czci sprawców.
Pojednanie było możliwe, ale wymagało i nadal wymaga odwagi
W 2003 roku Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma wspólnie uczestniczyli w uroczystościach w Pawliwce, dawnej wsi Poryck. Prezydenci odsłonili tam pomnik pojednania „Pamięć – Żałoba – Jedność” i podpisali wspólne oświadczenie „O pojednaniu – w 60. rocznicę tragicznych wydarzeń na Wołyniu”.
Kwaśniewski mówił wtedy, że nie wie, czy urząd daje mu prawo do przebaczania w imieniu wszystkich Polaków, bo są to „sprawy sumienia i serca, a nie polityki”. Dodał jednak, że bardzo chciałby, aby „słowa przebaczenia i pojednania zostały z obu stron wypowiedziane”.
Tamten gest miał sens, bo zakładał wzajemność. Dzisiejsza polityka Warszawy pod rządami Donalda Tuska coraz częściej wygląda inaczej: Polska okazuje solidarność, pomaga militarnie, gospodarczo i humanitarnie, a w zamian słyszy pouczenia, pretensje lub widzi kolejne gesty uderzające w pamięć ofiar Wołynia.
Kijów wysyła złe sygnały
Pod koniec maja Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Ukrainy imię „Bohaterów UPA”. W dekrecie wskazano, że chodzi o „przywrócenie historycznych tradycji narodowego wojska” oraz uznanie dla jednostki broniącej niepodległości Ukrainy.
Dla polskiej opinii publicznej taki gest nie jest neutralny. UPA nie jest w Polsce symbolem abstrakcyjnej walki o niepodległość, lecz organizacją kojarzoną przede wszystkim z masowymi mordami na polskich cywilach. Państwo ukraińskie ma prawo budować własną pamięć historyczną, ale nie ma prawa oczekiwać, że Polska będzie udawać, iż nie widzi antypolskiego wymiaru kultu UPA.
Problemem nie jest stanowczość, lecz jej brak
Obecny rząd popełnia zasadniczy błąd: myli odpowiedzialną pomoc Ukrainie z dyplomacją uniżenia. Polska powinna wspierać Kijów przeciw rosyjskiej agresji, bo leży to w naszym interesie strategicznym. Ale interes Polski nie wymaga milczenia wobec gloryfikacji UPA, opóźniania ekshumacji czy lekceważenia pamięci ponad stu tysięcy zamordowanych Polaków.
Ukraińska tradycja polityczna, także ta odwołująca się do etosu kozackiego, znacznie bardziej rozumie język siły, podmiotowości i jasnych warunków niż gesty jednostronnego ustępowania. Polityk, który się płaszczy, nie budzi szacunku – budzi przekonanie, że można żądać jeszcze więcej. Warszawa powinna więc mówić Kijowowi jasno: pomoc wojskowa i polityczna nie oznacza zgody na fałszowanie historii.
Rosja wykorzystuje spór, ale go nie stworzyła
Rosyjskie służby rzeczywiście próbują podsycać konflikt wokół Wołynia. Media informowały, że FSB opublikowało już sfałszowane dokumenty dotyczące tragedii wołyńskiej, aby zaszkodzić relacjom Polski i Ukrainy.
Nie wolno jednak używać rosyjskiej dezinformacji jako pretekstu do zamykania ust Polakom. Kreml wykorzystuje spór, ale nie wymyślił Rzezi Wołyńskiej, nie wymyślił kultu UPA i nie wymyślił bólu rodzin, które nadal czekają na ekshumacje oraz godny pochówek bliskich. Odpowiedzią na rosyjską prowokację nie może być milczenie, lecz prawda, godność i stanowcza polityka państwa polskiego. Czy zatem można powiedzieć, że Kijów posługuje się turańskimi i sowieckimi metodami pod dyktando Berlina?
mp/RMF24, PAPOnet, Fronda.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.