Największe emocje wywołały właśnie pociski PAC-3, czyli amunicja do systemów Patriot, kluczowych dla obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Wcześniej sprawę nagłośnili politycy opozycji, domagając się informacji, czy Polska oddała Ukrainie własne rakiety lub swoje miejsce w kolejce produkcyjnej. Mariusz Błaszczak oceniał, że decyzja o odtajnieniu donacji może być próbą „rozmydlenia” pytań o Patrioty, a klub PiS zapowiedział wniosek o dodatkowe posiedzenie Sejmu w tej sprawie.
Wieczorem wiceszef MON Cezary Tomczyk próbował uspokajać opinię publiczną. W rozmowie z TVN24 przekonywał, że Polska przekazała Ukrainie „kilka” pocisków, a cała operacja miała odbywać się w porozumieniu z USA i sekretarzem generalnym NATO. – „Umówiliśmy się też z sekretarzem generalnym NATO i ze stroną amerykańską, że przekazanie tych kilku rakiet łączy się z czymś jeszcze: że gdyby Polska była zagrożona, to dostalibyśmy dziesięć razy więcej tego typu rakiet i systemów w ciągu pierwszej doby zagrożenia” – mówił Tomczyk.
Brzmi to – jak zawsze w przypadku PRu rządu Tuska i jego polityków - efektownie, ale rodzi oczywiste u zasadnicze pytania. Czy taka obietnica ma formę pisemnej gwarancji? Kto ją podpisał? Czy obejmuje konkretne typy pocisków PAC-3/PAC-3 MSE? Czy dotyczy amunicji już dostępnej, czy dopiero przyszłych dostaw? I wreszcie: kto decyduje, kiedy Polska jest „zagrożona” na tyle, aby uruchomić taki mechanizm? W sprawach obrony powietrznej państwa nie wystarczą telewizyjne zapewnienia polityka o tak małym doświadczeniu jak Tomczyk. Potrzebne są dokumenty, liczby i odpowiedzialność.
Na narrację MON ostro odpowiedział Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. – „Przecież jak wybuchła afera w Szpitalu Południowym, to ci sami ludzie mówili o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Rosji. Teraz już twierdzą, że Polska nie jest zagrożona, bo gdyby była, to byłyby Patrioty bez kolejki. Gubią się w tych kłamstwach. Tylko szkoda, że dotyczy to tak poważnych spraw, jakim jest bezpieczeństwo. Niepoważni ludzie, w poważnych miejscach” – napisał Przydacz na X, cytowany przez media.
To uderzenie w samo sedno problemu. Rząd Tuska jednego dnia ostrzega przed realnym zagrożeniem ze strony Rosji, a następnego próbuje przekonywać, że oddanie kilku pocisków do systemu Patriot nie stanowi problemu, bo w razie kryzysu sojusznicy rzekomo dostarczą Polsce „dziesięć razy więcej” w pierwszej dobie. Taka logika wygląda bardziej na polityczne zaklinanie rzeczywistości niż poważną strategię obronną.
mp/Rzeczpospolita, PAP, X, Fronda.pl
Przecież jak wybuchła afera w Szpitalu Południowym, to ci sami ludzie mówili o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Rosji.
Teraz już twierdzą, że Polska nie jest zagrożona, bo gdyby była, to byłyby Patrioty bez kolejki.
Gubią się w tych kłamstwach. Tylko szkoda, że dotyczy to… https://t.co/4XAyX8gga8— Marcin Przydacz (@marcin_przydacz) July 6, 2026
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.