Wiadomości

Przydacz kpi z naiwności i obłudy rządu Tuska ws. rakiet do Patriotów

Spór o przekazanie Ukrainie polskich pocisków PAC-3 do systemów Patriot odsłonił chaos komunikacyjny rządu Donalda Tuska w jednej z najważniejszych spraw: bezpieczeństwa państwa. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, że od 2024 roku Polska przekazała Ukrainie m.in. pociski rakietowe PAC-3 do systemu Patriot, drony Scan Eagle, amunicję, bomby lotnicze, pociski przeciwpancerne i części do sprzętu wojskowego. Łączna wartość donacji od 2024 roku ma wynosić 1,55 mld zł.

2 min czytania
Marcin Przydacz
Marcin Przydacz · fot. Fot. Screenshot - YouTube/Telewizja Republika

Największe emocje wywołały właśnie pociski PAC-3, czyli amunicja do systemów Patriot, kluczowych dla obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Wcześniej sprawę nagłośnili politycy opozycji, domagając się informacji, czy Polska oddała Ukrainie własne rakiety lub swoje miejsce w kolejce produkcyjnej. Mariusz Błaszczak oceniał, że decyzja o odtajnieniu donacji może być próbą „rozmydlenia” pytań o Patrioty, a klub PiS zapowiedział wniosek o dodatkowe posiedzenie Sejmu w tej sprawie.

Wieczorem wiceszef MON Cezary Tomczyk próbował uspokajać opinię publiczną. W rozmowie z TVN24 przekonywał, że Polska przekazała Ukrainie „kilka” pocisków, a cała operacja miała odbywać się w porozumieniu z USA i sekretarzem generalnym NATO. – „Umówiliśmy się też z sekretarzem generalnym NATO i ze stroną amerykańską, że przekazanie tych kilku rakiet łączy się z czymś jeszcze: że gdyby Polska była zagrożona, to dostalibyśmy dziesięć razy więcej tego typu rakiet i systemów w ciągu pierwszej doby zagrożenia” – mówił Tomczyk.

Brzmi to – jak zawsze w przypadku PRu rządu Tuska i jego polityków - efektownie, ale rodzi oczywiste u zasadnicze pytania. Czy taka obietnica ma formę pisemnej gwarancji? Kto ją podpisał? Czy obejmuje konkretne typy pocisków PAC-3/PAC-3 MSE? Czy dotyczy amunicji już dostępnej, czy dopiero przyszłych dostaw? I wreszcie: kto decyduje, kiedy Polska jest „zagrożona” na tyle, aby uruchomić taki mechanizm? W sprawach obrony powietrznej państwa nie wystarczą telewizyjne zapewnienia polityka o tak małym doświadczeniu jak Tomczyk. Potrzebne są dokumenty, liczby i odpowiedzialność.

Na narrację MON ostro odpowiedział Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. – „Przecież jak wybuchła afera w Szpitalu Południowym, to ci sami ludzie mówili o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Rosji. Teraz już twierdzą, że Polska nie jest zagrożona, bo gdyby była, to byłyby Patrioty bez kolejki. Gubią się w tych kłamstwach. Tylko szkoda, że dotyczy to tak poważnych spraw, jakim jest bezpieczeństwo. Niepoważni ludzie, w poważnych miejscach” – napisał Przydacz na X, cytowany przez media.

To uderzenie w samo sedno problemu. Rząd Tuska jednego dnia ostrzega przed realnym zagrożeniem ze strony Rosji, a następnego próbuje przekonywać, że oddanie kilku pocisków do systemu Patriot nie stanowi problemu, bo w razie kryzysu sojusznicy rzekomo dostarczą Polsce „dziesięć razy więcej” w pierwszej dobie. Taka logika wygląda bardziej na polityczne zaklinanie rzeczywistości niż poważną strategię obronną.

 

mp/Rzeczpospolita, PAP, X, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej