Tylko u nas

Semka dla Frondy: Nostalgia w dawnej NRD – silniejsza niż kiedykolwiek

Tylko najstarsi czytelnicy tego portalu mogą pamiętać postać enerdowskiego piosenkarza Franka Schöbla – niegdysiejszej gwiazdy krainy Ericha Honeckera. Tego młodego chłopaka wykreowano w końcu lat 60. i lansowano w latach 70. i 80. jako bezpieczną ideologicznie odpowiedź na zachodnioniemieckie gwiazdy rockowe. Trzeba było jakoś zareagować na gwiazdy z RFN, których utwory docierały poprzez telewizję i radio do enerdowskich nastolatków.

4 min czytania
Niemcy, Bundestag
Niemcy, Bundestag · fot. via Pixabay.com

Swój pierwszy singel w NRD Schöbel uzyskał od władz w 1964 roku i od tego czasu był już do samego końca państwa młota i cyrkla pieszczochem reżimu. Nic dziwnego, że ustanowił rekord NRD w liczbie sprzedanych płyt: półtora miliona egzemplarzy bożonarodzeniowego albumu z 1964 roku.

Gdy „pierwsze socjalistyczne państwo robotników i chłopów” runęło wraz z berlińskim murem, przez pewien czas znalazł się na muzycznym „martwym polu”. Ale jego sprzymierzeńcem zaczęła być tzw. „ostalgia”. I właśnie na tym polu upatrzył swoją nową szansę. Rok 1998 to data wydania książkowej autobiografii o nazwie „Frank und frei” (czyli gra słów: Frank to imię piosenkarza, ale jednocześnie określenie „szczery” – w sumie tytuł książki można tłumaczyć jako „szczery i wolny”).

Wraz z pojawianiem się coraz większej grupy podstarzałych „dederonów”, tęskniących za NRD, Schöbel wrócił do tras koncertowych. Wszędzie udaje mu się przyciągać całkiem spore tłumy. Teraz nieco już leciwy gwiazdor, liczący sobie 83 lata (jest starszy nawet od Lecha Wałęsy), wydał niedawno swój nowy szlagier.

Tym razem tytuł już wprost zachęca do wspominania NRD. Piosenka nazywa się „Im Osten geht die Sonne auf” („słońce wschodzi na wschodzie”) i przypomina w nostalgicznym tonie mnóstwo drobiazgów, które składały się na codzienne bytowanie za Odrą. Oczywiście tych sympatycznych drobiazgów, bo o strzelaniu w plecy na granicy czy o wszechobecnym donosicielstwie były pieszczoch reżimu bynajmniej nie chce pamiętać. Oto tekst piosenki:

„Na wschodzie słońce wschodzi, na zachodzie zachodzi.

Kto jeszcze pamięta, jak to było wtedy? Wyliczę wiele rzeczy.

Florena upiększała wszystkich. W Intershopie było mydło.

Oertel i jego Waldemar (znany komentator sportowy i lekkoatleta Waldemar Cierpinski),

w piłce nożnej Croy i Kreische (znani piłkarze enerdowscy).

Wosk do podłóg i młynek do kawy. Gra w dwa ognie na podwórku...

Kredą napisano na jesionowym domku: „Lilo, ona jest głupia!”.

Na wschodzie słońce wschodzi, na zachodzie zachodzi.

Kto jeszcze pamięta, jak to było wtedy? Odliczę więcej.

Proszek sorbetowy, nudyzm, obowiązkowa dobranocka Piaskowego Dziadka od 6 do 7.

Vita Cola, Kessel Buntes (popularny program rozrywkowy w TV NRD). W soboty nadal były lekcje.

Restauracja na osiedlu – „Tu usiądziesz!”.

Zupa soljanka i kompot ze zmieszanych owoców były również popularnymi daniami.

Słońce wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie.

Kto jeszcze pamięta, jak to było wtedy? Będę liczyć dalej:

zbieranie butelek, makulatury, psikusy, dzwonienie dzwonkami do drzwi, kawa z cykorii,

mini siatka z dederonu, jazda Simsonem nad jezioro.

Wszyscy mogli wejść do basenu zewnętrznego tylko w gumowych czepkach kąpielowych.

Rzadko kto mówił podniesionym tonem do nauczyciela…

Słońce wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie.

Kto jeszcze pamięta, jak to było wtedy? Będę liczyć dalej:

Wieczorami tysiąc wskazówek telefonicznych, Trabant za duże pieniądze.

Little Muck i Pittiplatsch (postacie z bajek enerdowskich), tak, to był nasz świat.

Słońce wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie.

Od czego zacząć, gdzie skończyć...

a potem liczyć – liczyć – liczyć dalej.”

Sukces nowego przeboju Schöbla oczywiście jest niszowy. To płyta dla tych wschodnich Niemców, którzy z lubością wciąż rozpamiętują, jak to kiedyś było lepiej. Dziennik „Berliner Kurier” przeprowadził wywiad z Schöblem, w którym piosenkarz zwrócił się do potencjalnych krytyków jego szlagieru. Jak zaznaczył, zależy mu na szacunku i uznaniu dorobku życiowego ludzi na wschodzie. Dodaje: „Nigdy nie słyszałem, żebyśmy obwiniali Zachód za pewne rzeczy. Jesteśmy i byliśmy po prostu bardziej wyrafinowani”. Zaznaczył, że bagatelizowanie wydarzeń w NRD – w domyśle negatywnych – jest często wracającym oskarżeniem pod adresem jego generacji. Jednak, jak mówi Schöbel, nie wolno pozwolić, by ktokolwiek odebrał nam pozytywne wspomnienia.

„My też żyliśmy! Powiedzmy to sobie jasno!”

Ten typ sprowadzania dawnej komunistycznej dyktatury do układanki z mile kojarzących się szczególików jest głównym nurtem oddolnej walki wschodnich Niemców o cichą rehabilitację dawnej NRD. Co więcej, ten perwersyjny urok dawnej sowieckiej kolonii w Niemczech uwodzi też młodsze pokolenie. Odkrywają oni, że wcześniej było jakieś inne, dziwne państwo, o niekiedy całkiem interesującej i oryginalnej stylistyce. Jeśli do tego dochodzi niechęć do obecnej Republiki Federalnej jako państwa, które zawodzi różnorodne nadzieje, to stare NRD staje się całkiem ciekawe i kuszące. Na takiej samej zasadzie, jak wielu kolekcjonerów i hobbystów pociąga estetyka samolotów Luftwaffe, czołgów Wehrmachtu czy elegancja mundurów esesmanów. Problem w tym, że to, co było szpetną istotą totalitaryzmu: cichy terror, więzienia, donosicielstwo, nie jest łatwo zilustrować i zobrazować, a Frank Schöbel, mimo swoich 83 lat, jest wciąż żywotny i pełen sławy.

Piotr Semka

Źródło: mp/Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej