Andrzej Samson, rocznik 1947, ukończył studia na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w 1970 roku. Psychologia była wtedy niezwykle modnym tematem, o którym dyskutowało się w elitarnych kręgach. Z Ameryki nadchodziły wzorce eksperymentalnych terapii, które bardzo często wiązały się z wpływami ówczesnej kontrkultury hippisowskiej.
Guru Andrzeja Samsona był doktor Kazimierz Jankowski, psychiatra, który lansował psychologię „humanistyczną”, wychodzącą naprzeciwko pacjentowi i uciekającą od moralnego oceniania osoby zmagającej się z problemami z sobą. Symbolem tamtej epoki były letnie obozy dla studentów z zaburzeniami nerwicowymi, na których Samson rozwijał swoje autorskie terapie. Do profanów docierały wtedy wieści o efektownie brzmiących nowinkach – psychoterapii grupowej, eksperymentach z psychodramą, maratonach psychoterapeutycznych – technikach eksperymentalnych. Samson doskonale znalazł się w środowisku warszawskich elit i lgnął do mediów. Nieprzypadkowo wystąpił np. w jednym z odcinków serialu „Czterdziestolatek” stworzonego przez scenarzystę Krzysztofa Teodora Toeplitza i reżysera Jerzego Gruzę. W latach 70. dbał o efektowny image. Jak wspominają jego przyjaciele, nosił wtedy ogromne kapelusze i czerwone szaliki, a potem włosy w kucyk, kolczyk, skórzane kamizelki, a do tego miał zawsze mroczną twarz.
Po 1990 roku wystąpił np. w filmie „Prawdziwa historia”, grając psychoterapeutę. Poświęcony był mu też film dokumentalny „Andrzej S. – zawód psycholog”. Jego popularność zwiększała też sława, którą zdobyła jego żona, Hanna Samson, która łączyła prowadzenie terapii z aktywnością jako feministka. Stała się ona zresztą ikoną fundacji „Feminoteka” z racji swoich dyżurów w ramach telefonu interwencyjnego dla kobiet doświadczających przemocy. Jeśli dorzucić jeszcze do tego prowadzenie działu psychologii w ekskluzywnym magazynie „Twój Styl” oraz teksty w feministycznym dodatku „Gazety Wyborczej” pod nazwą „Wysokie Obcasy”, to można zrozumieć, jak sławną i rozchwytywaną parą byli państwo Samsonowie.
Na jego prestiż składała się też sława człowieka, z którym często konsultowała się policja przy rozwiązywaniu najbardziej skomplikowanych psychologicznie przypadków. Bywał też powoływany w procesach jako biegły. Bardzo wielu intelektualistów ceniło jego felietony w czasopiśmie „Charaktery”, które starało się przedstawiać w popularny sposób zjawiska z dziedziny psychoterapeutyki.
Ten świat człowieka, którego wszyscy znali i cenili, rozpadł się na kawałki 26 czerwca 2004 roku. Dziennikarka tygodnika „Polityka”, Barbara Pietkiewicz, tak opisywała to wydarzenie:
„W niedzielę 26 czerwca 2004 roku Samson wyniósł do śmietnika worki do wyrzucenia. Przeprowadzał się do nowego mieszkania. Ostatnia transza była już wpłacona. Jego kawalerka miała być dla córki. W nowym (mieszkaniu) czekały dwa pokoje. Jeden na gabinet. Terapeuta nie powinien przyjmować pacjentów tam, gdzie je i śpi, lecz w pomieszczeniu neutralnym. Standardom miało się uczynić zadość. (...) Worki rozpruli bezdomni. Jakieś dziecko wzięło z nich kilka fotografii i zaniosło rodzicom, policjanci byli w mig przy śmietniku. Samsonowi zachciało się lodów. Zszedł na dół. Gdyby nie to, leczyłby może jeszcze parę lat „lejków” (określenie na osoby moczące się – przyp. aut.), anorektyczki, kikowców i różnych w życiu pogubionych. Ale zszedł na dół i przechodził koło śmietnika”.
Jak zaznacza Pietkiewicz, zawsze zwracał uwagę swoim niekonwencjonalnym stylem ubioru.
„Nikogo tak nietypowego nie było w pobliżu, więc policjant zapytał: „Pana te fotografie?”. „Moje” – powiedział Samson”.
Ponieważ zdjęcia należały do gatunku pornografii dziecięcej, został natychmiast zatrzymany. W śledztwie nie przyznawał się do winy. Deklarował, że owszem, posiadał materiały o treści pornografii dziecięcej, ale w jego tłumaczeniach miało być to związane z nowatorską techniką terapeutyczną, która miałaby pomóc w wyprowadzaniu dzieci z autyzmu.
Sprawa Samsona była łakomym kąskiem dla przeżywającego wówczas rozkwit w Polsce rynku tabloidów. Przyjaciele Samsona, którzy nie potrafili zaakceptować tezy o zwyrodniałych skłonnościach swego dotychczasowego druha, bardzo często wówczas podkreślali atmosferę linczu stworzonego przez gazety wokół Andrzeja Samsona. 26 czerwca 2005 roku, dokładnie rok po incydencie przy śmietniku, rozpoczął się proces psychoterapeuty przed Sądem Rejonowym Warszawa-Mokotów. Zarzucano mu, że w trakcie leczenia psychoterapeutycznego duetu chłopca i dziewczynki doprowadzał małoletnich do poddawania się „innej czynności seksualnej”, czemu towarzyszyły zarzuty o posiadanie w swym komputerze kolekcji zdjęć typowych dla pornografii dziecięcej. Oskarżony nie przyznał się do winy i podtrzymywał swoją linię obrony, że wszystko były to działania mające wyprowadzić swoich młodocianych pacjentów z autyzmu. Jak tłumaczył, zachęcał ich do wchodzenia w rolę młodszych dzieci. Ostatecznie sąd wymierzył Andrzejowi Samsonowi karę siedmiu lat więzienia i zobowiązał do zakazu wykonywania zawodu psychologa przez okres lat dziesięciu. W 2007 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił wyrok skazujący i skierował sprawę do ponownego rozpatrywania w Sądzie Rejonowym. Nie wiązało się to jednak z uchyleniem aresztu. 21 stycznia 2009 roku, wobec rozwijających się chorób wewnętrznych skazanego, na czele z niewydolnością nerek, sąd uchylił areszt w związku z koniecznością leczenia specjalistycznego poza aresztem. Samson wrócił do domu rodzinnego w Częstochowie, ale nie pożył w nim zbyt długo. Zmarł 8 marca 2009 roku wskutek zaprzestania pracy nerek.
Sprawa Andrzeja Samsona zyskała ogromny rozgłos, gdyż postawiła pytanie o wiarygodność psychoterapeutów, którzy zdobyli ogromny rozgłos dzięki sprawności medialnej. Wraz z tą sprawą padały pytania o to, czy jego znajomi mogli nie wiedzieć o niepokojących pomysłach na terapię. Padały też pytania o to, kto kontroluje pionierów polskich eksperymentalnych szkół psychoterapeutycznych. Wraz z nim osądzano niekiedy pokolenie psychiatrów, które weszło w zawód w aurze nowatorów początku lat siedemdziesiątych.
Piotr Semka
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.