Skandal

Ćwierć miliarda z KPO dla kultury na ławach oskarżenia

Program KPO dla kultury, reklamowany przez rząd Donalda Tuska jako wielkie wsparcie dla artystów i instytucji, zamienił się w administracyjny labirynt. Ponad 50 spraw trafiło do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, a portal Zero.pl dotarł do niemal 30 orzeczeń, w których stwierdzono, że wnioski oceniono z naruszeniem prawa. W tle jest budżet drugiego naboru wynoszący ponad 250,6 mln zł.

2 min czytania
Marta Cienkowska
Marta Cienkowska · fot. Screenshot - YouTube/tvn24

Ekspert pomylił projekt, teatr stracił szansę na pieniądze

Jednym z poszkodowanych był warszawski Teatr Komedia, ubiegający się o pieniądze na cyfrowe archiwum. Ekspert zakwestionował brak „oryginału” statutu, choć dokument od 2012 roku funkcjonuje wyłącznie w elektronicznym dzienniku urzędowym. Inny oceniający uznał, że projekt zawiera „zerowe wskaźniki”, mimo że we wniosku wpisano liczbę 1020.

Sąd ustalił, że ekspert mógł oceniać inne przedsięwzięcie albo wykorzystać uzasadnienie skopiowane z cudzej dokumentacji. W uzasadnieniu wyroku ocenę nazwano „nie tylko nieprzejrzystą, ale i rażąco nierzetelną”. Skarga kasacyjna Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca została następnie oddalona przez Naczelny Sąd Administracyjny.

Podobne nieprawidłowości dotknęły Fundację Nowe Formy. Jeden z ekspertów potraktował prowadzący teatr podmiot niemal jak firmę gastronomiczną, ponieważ oparł się na wynikach internetowej wyszukiwarki i pominął statut fundacji. WSA wskazał, że oceniający „całkowicie pominął treść statutu” i nakazał ponowne rozpatrzenie projektu. Rafał Pyka, prezes fundacji, mówił o „poważnych wątpliwościach” dotyczących kompetencji komisji.

– Trudno uznać za rzetelny system, w którym projekty ocenia się na podstawie przypuszczeń, bez dostatecznej znajomości prawa, procedur administracyjnych i specyfiki działalności trzeciego sektora – powiedział portalowi Zero.pl.

Publiczne pieniądze, prywatna - czyli żadna – odpowiedzialność?

Jeszcze bardziej bulwersujący jest los instytucji, które wygrały przed sądem. NIMiT proponuje im umowy przewidujące realizację projektów do 28 lutego 2026 roku, choć korzystne orzeczenia i decyzje o przyznaniu środków zapadały już po tym terminie.

– Jak mieliśmy zrealizować przedsięwzięcie, skoro wcześniej nie dostaliśmy na nie środków? – pytał Michał Howorski z Towarzystwa Poligrodzianie. Organizacja miała otrzymać 200 tys. zł. – My takiej umowy oczywiście nie podpiszemy, nie będziemy kłamać. To pieniądze publiczne i bardzo poważnie do tego podchodzimy – podkreślił.

Resort kultury próbuje pomniejszać skalę problemu, wskazując, że spośród 1992 negatywnie rozpatrzonych odwołań do WSA skierowano 51 skarg. Nie odpowiada jednak jasno, kto poniesie odpowiedzialność za nierzetelne oceny. MKiDN przyznało, że teoretycznie możliwe są roszczenia wobec ekspertów, ale NIMiT nie prowadzi takich postępowań.

To kompromitujący przykład gospodarowania publicznymi środkami przez instytucje nadzorowane przez rząd Donalda Tuska i jego ministrów. Państwo opłaciło system naboru, ekspertów i obsługę programu, a następnie ponosi koszty procesów sądowych oraz ponownych ocen. Tymczasem część zwycięskich wnioskodawców nadal nie może realnie wykorzystać pieniędzy. Tłumaczenie, że były to jedynie „pojedyncze błędy ludzkie”, brzmi jak próba ucieczki od odpowiedzialności za brak nadzoru nad programem wartym ćwierć miliarda złotych.

Źródło: mp/Zero.pl, media, fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej