W ostatnich tygodniach i miesiącach usłyszeliśmy cały szereg ostrzeżeń ze strony europejskich oficjeli, przedstawicieli wywiadów państw zachodnich, którzy mówiąc spójnym głosem, ostrzegali o możliwym szykowaniu się Rosji do nasilenia wojny hybrydowej przeciwko Europie już w tym roku. W mediach pojawił się szereg rozległych artykułów z uwzględnieniem różnych scenariuszy możliwej rosyjskiej, ograniczonej agresji przeciwko państwom wschodniej flanki – przede wszystkim państwom bałtyckim lub też Polsce. Wtargnięcie w przestrzeń powietrzną, uderzenia dronowe lub rakietowe na obiekty infrastruktury, ograniczone wtargnięcie lądowe... jednym słowem rozpatrywano różne opcje tego, co się określa mianem „testowania spójności NATO”. Innymi słowy zakłada się ograniczoną akcję ofensywną ze strony rosyjskiej, która miałaby na celu ujawnienie wewnętrznych podziałów w NATO i skuteczności odstraszania artykułu 5 sojuszu. Na ile podobny scenariusz jest realny i dlaczego Rosja uwikłana w wojnę na Ukrainie, niezdolna do przełamania ukraińskiej obrony w Donbasie, cierpiąca na kryzys paliwowy ze względu na ukraińskie uderzenia na jej rafinerie na głębokich tyłach, miałaby się uwikłać w kolejny konflikt z innymi państwami? Jaka może stać za tym logika, czy być może nie ma tu żadnej logiki i jest to po prostu próba zastraszenia Polaków?
Niestety scenariusz ograniczonego rosyjskiego ataku – takiego, który miałby na celu podniesienie dla zachodnich państw ceny kontynuowania ich wsparcia dla walczącej Ukrainy, a jednocześnie byłby poniżej progu wojny pełnoskalowej – jest scenariuszem coraz bardziej prawdopodobnym. Mało tego, szansa na jego zrealizowanie rośnie tak naprawdę w miarę tego, jak Rosja przekonuje się o swojej niezdolności do pokonania Ukraińców. Przybliżmy sobie kilka najważniejszych czynników, które mogą wpłynąć na zapadające na Kremlu decyzje.
Upadek amerykańskiego odstraszania. To jest jeden z najważniejszych czynników. Stanem na dziś USA wycofały swoje jednostki lądowe w całości lub częściowo z Rumunii, państw bałtyckich i Polski. Zapowiedziano znaczącą redukcję sił lotniczych i morskich stacjonujących w państwach europejskich. W Polsce, mimo że rząd prowadzi negocjacje w sprawie rozmieszczenia stałej obecności amerykańskiej w Polsce, nadal nic nie wiadomo na temat tego, jaka będzie to obecność i czy w ogóle będzie. Rosjanie niewątpliwie oceniają całokształt tych amerykańskich ruchów jako wyraz niechęci USA do angażowania się w obronę państw europejskich. Do tego trzeba dodać ciągłe ataki ze strony prezydenta USA na swoich europejskich sojuszników ze względu na brak europejskiego zaangażowania się po stronie USA w wojnie z Iranem, konflikt – na szczęście na razie dyplomatyczny – wokół kwestii Grenlandii i wielu innych sprawach, które dzielą sojuszników w NATO i zwiększają stopniowo przekonanie Rosjan, że Stany Zjednoczone się nie zaangażują w razie rosyjskiego ataku.
Europejskie armie są wciąż niegotowe do wojny. Europejskie armie, w tym też i Wojsko Polskie, wciąż mają dość poważne luki w zdolnościach. W przypadku ataku dronowego lub powtarzających się rosyjskich ataków, brakuje zdolności do zestrzelenia rosyjskich dronów dalekiego zasięgu, jeżeli zostałyby one użyte nie pojedynczo, tylko w dużej liczbie. W przypadku ataków rakietowych mamy problem z deficytem pocisków przechwytujących do systemów obrony przeciwrakietowej, takich jak amerykański Patriot. Wojna USA z Iranem spowodowała znaczące skurczenie się stanów magazynowych tych pocisków w USA, a to z kolei powoduje sytuację, w której Stany traktują jako priorytet uzupełnienie własnych magazynów zamiast eksportu tych pocisków do Europy. Do tego dochodzi proces rozbudowy sił lądowych i tworzenia rezerw, który w Polsce, jak i wielu innych państwach Europy, jest jeszcze daleki od zakończenia. Wszystko to razem może tworzyć u Rosjan wrażenie, że pojawia się pewnego rodzaju okno możliwości, które będzie stopniowo znikać za 2 czy 5 lat.
Rosyjskie poczucie asymetrycznej przewagi. Do wyżej opisanych obiektywnych czynników dochodzi czynnik subiektywny. Siła odstraszania klasycznych armii zachodnich, opartych na nowoczesnych wojskach pancerno-zmechanizowanych i lotnictwie, z czasem słabnie w oczach rosyjskich ze względu na zmianę charakteru prowadzonej na wschodzie wojny. Rosjanie coraz bardziej są przekonani, że mają nad Europą przewagę asymetryczną, która w tej chwili tylko rośnie. Oczywiście chodzi przede wszystkim o szeroko zakrojoną co do skali wojnę dronową, którą prowadzą Rosjanie i Ukraińcy w Donbasie. Obie strony konfliktu zbudowały potężne zdolności w tym zakresie. Rosja już w tym roku zamierza przeszkolić w ramach swoich sił bezzałogowych więcej żołnierzy, niż obecnie jest w całych siłach lądowych Wojska Polskiego. I w omawianym przez nas teraz kontekście nie jest nawet ważne to, na ile ta przewaga w zdolnościach dronowych realnie da Rosji przewagę w wojnie z NATO, tylko subiektywne traktowanie przez Rosję tego czynnika jako ogromnej przewagi asymetrycznej, która w dodatku wzmacnia jej zdolności do prowadzenia działań poniżej progu wojny pełnoskalowej. Rosjanie po prostu mogą uważać, że muszą wykorzystać ten moment, kiedy państwa NATO jeszcze nie wdrożyły podobnych zdolności w swoich armiach i jeszcze nie nauczyły się działać na polu walki nasyconym ogromną liczbą bezzałogowców różnych klas i typów. To zwiększa rosyjską pewność siebie i zwiększa szansę, że może podjąć decyzję o ataku.
Ale jaki w ogóle może być algorytm działań rosyjskich i jaki konkretny cel Rosjanie mogą sobie stawiać? Przede wszystkim Rosja uświadomiła sobie, że kluczem do wojny są obecnie europejskie pieniądze, które napędzają ukraiński przemysł obronny, z powodu którego w zasadzie nie mogą wygrać wojny na wyczerpanie. Rozwiązanie wydaje się oczywiste – należy podjąć szereg działań, by zastraszyć Europę i przekonać do ograniczenia swojego zaangażowania na rzecz Ukrainy. Albo zmusić europejskie państwa, by zmieniły swoje priorytety w kierunku wzmocnienia swoich własnych zdolności... kosztem wspierania Ukrainy. I Rosjanom może się wydawać, w świetle tych czynników, które opisałem wyżej, że obecnie istnieje pewne okienko, kiedy Europa wciąż nie jest gotowa, a Rosja jeszcze jest silna i ma odpowiednie zdolności do uderzenia w Europę w sposób bolesny. W sposób asymetryczny, czyli taki, na który Europa po prostu nie ma w tej chwili dobrej odpowiedzi.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.