Przez wiele lat o błogosławieniu par homoseksualnych rozmawiano w Niemczech i Austrii. Wszyscy spodziewali się, że jeżeli gdzieś taka praktyka ma zostać wprowadzona, to właśnie tam. Ta myśl nabrała kształtów wraz z początkiem niemieckiej Drogi Synodalnej w 2019 roku: opracowano tam konkretne dokumenty w tej sprawie; podobne rzeczy działy się niemal równolegle w Austrii.
Świat katolicki został jednak zaskoczony. 20 września 2022 roku liturgiczne błogosławieństwa dla par homoseksualnych wprowadzili właśnie Belgowie – a konkretnie biskupi Flandrii, czyli flamandzkiej części Belgii, a więc tej, która utrzymuje ścisłe kontakty intelektualne z Niemcami, a nie z Francją. Do inicjatywy przyłączył się ówczesny szef episkopatu Belgii, arcybiskup stołecznej archidiecezji Mechelen-Bruksela, kardynał Jozef de Kesel. Flamandzcy biskupi nie przebierali w środkach: w dokumencie, który ogłosili, chodziło wprost o błogosławieństwa ujęte liturgicznie. Rzecz wywołała trochę komentarzy, ale relatywnie niewiele: mała Belgia, kogo to obchodzi? W dodatku na „wyczyn” zdecydowali się tylko belgijscy „Germanie”…
A jednak w grudniu 2023 roku Watykan ogłosił deklarację „Fiducia supplicans” o błogosławieniu par jednopłciowych. Prawda, odrzucono tam błogosławieństwa liturgiczne, czyli na sposób flamandzki; ale Belgów nikt nie upomniał, a ich dokument pozostał lokalnie ważny. Można powiedzieć, że Flamandowie postanowili zadziałać jak awangarda rewolucji: niczym jakobini zaprezentowali program maksimum w działaniu, a w praktyce dla całego Kościoła zostało z tego trochę mniej, jakkolwiek rewolucyjny rdzeń przetrwał. Dziś homoseksualistów błogosławią też inni – nierzadko w ramach liturgii, lekceważąc „Fiducia supplicans”, a naśladując Flamandów.
Teraz zbiera się na nową burzę – tym razem w kwestii celibatu. Pisałem już, że do niezwykłych kroków przygotowuje się belgijski biskup Johan Bonny, ordynariusz Antwerpii. Bonny podpisał dokument z 2022 roku o błogosławieniu homoseksualistów; to jeden z grupy biskupów flamandzkich. Jest blisko związany z Niemcami, jeździł na spotkania Drogi Synodalnej. Niedawno zapowiedział, że do 2028 roku wyświęci w swojej diecezji żonatych mężczyzn na księży. Wie, że to niezgodne z praktyką Kościoła powszechnego, ale jego zdaniem – tego domaga się sama konieczność, a poza tym metody wyjątkowe mają znajdować swoje usprawiedliwienie w synodalności. Czy Bonny zrealizuje swój zamiar, zobaczymy. Jak wiadomo, pies, który dużo szczeka, mało gryzie; a Bonny ogłosił, że święcenia odbędą się do roku 2028. Być może jego prawdziwą intencją jest tylko w radykalny sposób zwrócić uwagę na postulat zmian w celibacie; ale z Belgami nigdy nic nie wiadomo.
Tym więcej, że co do zasady, Bonny nie jest odosobniony. Sam twierdzi, że wszyscy biskupi, jakich zna, są gotowi święcić żonatych. Jako że na pewno zna biskupów belgijskich, wiemy, gdzie ma sojuszników… Kilka dni temu jeden z nich powiedział o tym wprost. Zrobił to abp Luc Terlinden, czyli następca Jozefa de Kesela w roli metropolity Mechelen-Bruksela. To nie jest „flamandzka” diecezja, znajduje się raczej na styku kulturowego sporu czy konfliktu pomiędzy germańską Flandrią a romańską Walonią. Terlinden stwierdził tymczasem, że w jego ocenie zasadę obowiązkowego celibatu należy znieść, bo trzeba zwalczyć kryzys powołań. Wskazał na sytuację w Kościele greko-katolickim, gdzie większość duchownych posiada żony. Zdaniem Terlindena, tak samo powinno być teraz w Kościele rzymsko-katolickim. Zapytany o zamiary Bonny’ego, arcybiskup Terlinden wypowiedział się wstrzemięźliwe, wskazując, że sam ordynariusz Antwerpii na pewno wie, iż nie może działać w pojedynkę; ale też nie potępił go ani się od niego nie odciął. Nie da się zatem wykluczyć, że Belgowie – a przynajmniej Flamandowie z dodatkiem stołecznej archidiecezji Mechelen-Bruksela – szykują się do kolejnej wielkiej operacji, która polega na prowadzeniu polityki faktów dokonanych. Czy Leon XIV zareagowałby na to podobnie, jak Franciszek – pobłażliwością albo nawet odczytaniem działania Belgów jako miarodajnej awangardy – tego nie wiadomo. Kościół synodalny, tak przynajmniej zapewniają jego propagatorzy, jest w końcu pełen różnych niespodzianek.
Paweł Chmielewski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.