Uwaga

„Armia na tydzień lub dwa”. Gen. Samol mocno o błędach rządu

Polska wydaje ogromne pieniądze na nowoczesne uzbrojenie, ale bez aktualnej strategii, sprawnego systemu dowodzenia i zdolności do samodzielnego uzupełniania strat może tworzyć armię nieprzygotowaną do długotrwałego konfliktu. Taką diagnozę przedstawił gen. Bogusław Samol podczas debaty „Przygotować kraj do obrony”, zorganizowanej 23 lipca w warszawskim Klubie Stańczyka.

6 min czytania
Gen. Bogusław Samol
Gen. Bogusław Samol · fot. Screenshot - YouTube/Rymanowski Live

Były dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego i były rektor Akademii Obrony Narodowej przekonywał, że bezpieczeństwa państwa nie można sprowadzać do zakupu czołgów, samolotów i systemów rakietowych. Równie istotne są odporność gospodarki, własna produkcja amunicji, bezpieczeństwo żywnościowe, infrastruktura krytyczna, system ochrony ludności oraz przygotowanie społeczeństwa.

– Nasze państwo buduje armię jednorazowego użytku, na tydzień, dwa – ocenił gen. Samol, wskazując na uzależnienie polskiego przemysłu obronnego od komponentów sprowadzanych z zagranicy.

W jego ocenie nowoczesne uzbrojenie może szybko utracić wartość bojową, jeżeli w czasie wojny zabraknie części zamiennych, amunicji, materiałów wybuchowych, paliwa, serwisu lub możliwości naprawiania sprzętu w kraju. Import działający w warunkach pokoju może zostać przerwany w pierwszych dniach konfliktu przez ataki na szlaki komunikacyjne, porty, sieci energetyczne i zakłady przemysłowe.

Samol: Nie wiemy, do jakiej wojny przygotowujemy armię

Generał zwrócił uwagę, że formalnie obowiązującym dokumentem pozostaje Strategia Bezpieczeństwa Narodowego zatwierdzona przez prezydenta w maju 2020 roku, a więc przed rozpoczęciem pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Rząd przyjął wprawdzie projekt nowej strategii 25 lipca 2025 roku, ale Andrzej Duda pozostawił decyzję o jej ostatecznym zatwierdzeniu następcy. Oznacza to, że teza panelistów o obowiązywaniu dokumentu z 2020 roku odnosi się do strategii formalnie zatwierdzonej przez głowę państwa.

– Pięć lat wojny na wschód od Polski, wojna hybrydowa, która trwa od 2021 roku, a my mamy strategię z 2020 roku. Ona i tak nie rozpatrywała wszystkich spraw związanych z bezpieczeństwem państwa polskiego, ponieważ skupiła się jedynie na przygotowaniu sił zbrojnych – alarmował gen. Samol.

Zdaniem wojskowego bez określenia możliwego przeciwnika, kierunków potencjalnego ataku i charakteru przyszłych działań nie można racjonalnie zdecydować, jaką armię Polska powinna budować. Zakupy uzbrojenia powinny wynikać ze scenariuszy operacyjnych, rozpoznania zdolności przeciwnika oraz planu prowadzenia obrony, a nie z bieżących decyzji politycznych.

– Ta rozbudowa sił zbrojnych trwa, ale w jakim kierunku to idzie? Przecież to jest ogromny wysiłek państwa: pieniądze z budżetu, zaciągnięte kredyty i tak dalej. Modernizowane są siły powietrzne i wojska lądowe – podkreślał.

Samol wskazywał również na brak systemu dowodzenia dostosowanego do warunków wojennych. Ostrzegał, że Polska ujawnia zbyt wiele szczegółowych informacji o posiadanym uzbrojeniu, zapasach i możliwościach produkcyjnych.

– Czy powinno się ogłaszać, ile Polska zakupiła rakiet? Mówi się, ile mamy amunicji, ile zamierzamy produkować w ciągu miesiąca. Publicznie o tym mówimy. To jest woda na młyn dla obcego wywiadu – ocenił.

Generał krytykował także publiczne prezentowanie dowódców i informacji o ich życiu. Jak zauważył, w czasie narastającego zagrożenia hybrydowego zarówno oficerowie, jak i ich rodziny mogą stać się celami działań rosyjskich służb.

– Nie mamy systemu dowodzenia, nie wiemy, do czego się przygotować, nie wiemy, jakie nowe technologie wykorzystywać. Kupujemy polecony przez polityków sprzęt, ale do czego? Wojna się zmienia. Pojawiają się nowe rodzaje broni, drony i tego nikt nie spina w całość – mówił Samol.

Z podobną diagnozą wystąpił prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej. Według niego brak jasnej strategii sprawia, że nie można rozstrzygnąć, czy kosztowne systemy kupowane przez Polskę będą odpowiadały rzeczywistym potrzebom pola walki.

– Jeżeli brak jest strategii, to nie wiadomo, do czego ta armia jest potrzebna. Jeżeli brak jest strategii, to nie wiadomo, czy to uzbrojenie, które kupujemy dla naszej armii, się przyda. Jeżeli brak jest strategii, to instrument, jakim są siły zbrojne, aby zapewnić bezpieczeństwo naszemu krajowi, może zawieść – przestrzegał Szeremietiew.

NATO szacuje, że Polska pozostaje jednym z państw przeznaczających największą część swojego PKB na obronność. Dane Sojuszu pokazują jednak, że sama wysokość wydatków nie przesądza o trwałości zdolności wojskowych. Znaczenie ma również sposób wykorzystania pieniędzy, poziom gotowości, zapasy, logistyka oraz możliwość odtwarzania utraconego sprzętu.

Obrona to nie tylko wojsko. Gospodarka, żywność i morale zdecydują o wyniku

Gen. Samol podkreślił, że jednym z najpoważniejszych błędów jest uznawanie sił zbrojnych za jedyny fundament bezpieczeństwa. Państwo musi być zdolne do funkcjonowania również wtedy, gdy część infrastruktury zostanie zniszczona, transport będzie zakłócony, a dostawy z zagranicy ograniczone.

– A co robią władze, aby przygotować państwo do obrony w zakresie społeczeństwa, w zakresie infrastruktury krytycznej? A co z bezpieczeństwem żywnościowym? – pytał generał.

Jak zaznaczył, nawet dobrze uzbrojona armia nie będzie mogła długo walczyć bez działającego przemysłu, energetyki, kolei, służby zdrowia, rolnictwa i administracji.

– Cały czas powtarzamy ten błąd, że główną ostoją bezpieczeństwa państwa są siły zbrojne. Nieprawda. Siłą państwa jest jego organizacja, przywództwo polityczne, a wojskowe dopiero gdzieś na końcu – stwierdził Samol.

Wojskowy za jeden z najsłabszych elementów polskich przygotowań uznał brak systemowej mobilizacji gospodarki. Chodzi nie tylko o możliwość zwiększenia produkcji broni i amunicji, ale także o przygotowanie przedsiębiorstw cywilnych do realizowania zadań na rzecz obronności.

– Jednym ze słabych punktów przygotowania państwa do obrony jest brak mobilizacji gospodarki, a to jest kluczowa sprawa dla państwa w okresie kryzysu, a potem przy przechodzeniu w okres wojny – mówił.

Uczestnicy debaty wskazywali na znaczenie przedsiębiorstw dual-use, czyli zakładów wytwarzających produkty wykorzystywane zarówno cywilnie, jak i wojskowo. Mogą to być firmy zajmujące się elektroniką, telekomunikacją, sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem, produkcją dronów, chemią lub precyzyjną obróbką metali. W warunkach wojennych takie przedsiębiorstwa mogą zostać wykorzystane do szybkiego zwiększenia potencjału obronnego kraju.

Samol zwrócił również uwagę na morale armii i przygotowanie obywateli. Jego zdaniem społeczeństwo musi mieć pewność, że państwo będzie zdolne zapewnić podstawowe bezpieczeństwo także rodzinom żołnierzy i osobom pozostającym poza strefą bezpośrednich walk.

– Brak poczucia tożsamości ze swoim krajem, swoją tradycją, z przodkami, z grobami swoich dziadków powoduje internacjonalistyczne podejście do funkcjonowania na co dzień – ocenił generał.

Szeremietiew stwierdził natomiast, że wysokie morale może mieć większe znaczenie niż przewaga technologiczna.

– Armia, która ma słabe morale, a silne uzbrojenie, przegra z przeciwnikiem, który ma wysokie morale, a słabe uzbrojenie. W tej chwili największe uderzenie w polską obronność odbywa się w polskich szkołach i na polskich uczelniach – powiedział były minister.

Duża część dyskusji dotyczyła także programu SAFE, czyli unijnego mechanizmu pożyczkowego o wartości do 150 mld euro, przeznaczonego na zwiększenie inwestycji obronnych i wspólne zamówienia. Anna Wiejak oceniła, że program może prowadzić do przenoszenia części kompetencji dotyczących obronności z państw członkowskich na poziom unijny.

– W programie SAFE wcale nie chodzi o zbudowanie jakiejkolwiek obronności państwa polskiego. Pożyczkę państwo polskie mogłoby na zdecydowanie lepszych warunkach zaciągnąć samo i wybrać sobie sprzęt, który chce z niej sfinansować – argumentowała publicystka.

Według oficjalnych zasad SAFE finansowanie może objąć zakupy, w których nie więcej niż 35 proc. wartości komponentów pochodzi spoza Unii Europejskiej, Ukrainy oraz państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego i EFTA. Oznacza to w praktyce wymóg co najmniej 65-procentowego udziału komponentów z państw objętych programem. Celem mechanizmu jest wspieranie europejskiego przemysłu obronnego i ograniczanie zależności od dostawców zewnętrznych.

Wiejak oceniła jednak, że rozwiązanie to może ograniczać dostęp do części uzbrojenia produkowanego w Stanach Zjednoczonych.

– SAFE to bardzo skuteczne narzędzie do przekazywania Komisji Europejskiej kompetencji państw członkowskich z pogwałceniem traktatów – stwierdziła. Jest to opinia uczestniczki panelu; oficjalnie Komisja Europejska i Rada UE przedstawiają SAFE jako instrument dobrowolnych pożyczek opartych na krajowych planach inwestycyjnych i wspólnych zamówieniach.

Publicystka ostrzegła również przed powiązaniem unijnego finansowania z mechanizmem warunkowości.

– Czy wyobrażacie sobie sojusznika, który mówi: „Nie udzielimy wam pomocy wojskowej, bo macie nie ten rząd, co trzeba”? – pytała.

Uczestnicy panelu zgodzili się, że Polska potrzebuje nie tylko kolejnych zakupów, ale przede wszystkim całościowego systemu obrony państwa. Powinien on obejmować własną produkcję amunicji i części, ochronę ludności, przygotowanie służby zdrowia, bezpieczeństwo żywnościowe i energetyczne, mobilizację przedsiębiorstw oraz sprawne dowodzenie w warunkach wojennych.

– Rola państwa jest znikoma w przygotowaniu Polski do obrony, mimo że państwo polskie wydaje bajońskie sumy na uzbrojenie – podsumował gen. Bogusław Samol.

Źródło: mp/Tysol.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej