Jak dowiadujemy się, podział nie rozwiązuje jednak najważniejszego problemu: państwo nadal chce obowiązkowo kształtować nie tylko wiedzę uczniów, lecz również ich wartości, postawy i sposób rozumienia relacji społecznych.
W programie znajdują się potrzebne zagadnienia dotyczące pierwszej pomocy, zdrowia psychicznego, odżywiania, aktywności fizycznej, uzależnień czy bezpieczeństwa w internecie. MEN połączyło je jednak z szeroko rozumianym „zdrowiem społecznym”, kształtowaniem postaw i pracą nad wartościami. To obszary, w których szkoła łatwo może przekroczyć granicę między przekazywaniem wiedzy a ingerowaniem w wychowanie dziecka.
Dobrowolska: Podział przedmiotu tylko ukrywa zasadniczy problem
– Przedmiot edukacja zdrowotna dla niepoznaki podzielono na dwie części – oceniła Hanna Dobrowolska, ekspert oświatowy Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, w komentarzu opublikowanym przez PCh24.pl.
Jej krytyka dotyczy przede wszystkim treści odnoszących się do seksualności, płci i tożsamości. Zgodnie z podpisaną podstawą programową uczeń klasy V ma omawiać „stereotypy płciowe”, a w klasie VIII poznawać pojęcia „orientacji psychoseksualnej” i „tożsamości płciowej”. Wprowadzanie tak niejednoznacznych i obciążonych sporem społecznym pojęć wymaga wyjątkowej precyzji, jasnych definicji oraz pełnej kontroli rodziców nad materiałami. Tych gwarancji w przyjętym modelu brakuje.
MEN przewidziało wprawdzie spotkanie informacyjne przed rozpoczęciem nieobowiązkowych zajęć dotyczących zdrowia seksualnego. Rodzic będzie mógł odmówić udziału dziecka w tej części programu. Nie będzie jednak mógł zrezygnować z obowiązkowej edukacji zdrowotnej, mimo że także ona obejmuje zagadnienia związane z wartościami, postawami, relacjami, dojrzewaniem i życiem społecznym, a ich treści bardzo często – mówiąc oględnie – są co najmniej niejasne.
Zastrzeżenia pogłębia także zalecany sposób prowadzenia lekcji. Rozporządzenie wskazuje między innymi dyskusje, debaty, pracę grupową oraz dramę. Takie metody mogą służyć wartościowej edukacji, ale przy tematach światopoglądowych pozostawiają nauczycielowi bardzo szerokie pole interpretacji. Ten sam zapis podstawy programowej może więc zostać przedstawiony zupełnie inaczej w zależności od poglądów prowadzącego, wykorzystywanych materiałów lub zapraszanych ekspertów.
Najpoważniejszym błędem MEN jest zatem nie sama próba uczenia dzieci o zdrowiu. Wiedza o pierwszej pomocy, uzależnieniach, higienie cyfrowej czy zdrowiu psychicznym jest potrzebna. Problem polega na wykorzystaniu wartościowych treści jako osłony dla programu, który wkracza także w kompetencje wychowawcze rodziców.
Rozsądnym rozwiązaniem byłoby pozostawienie obowiązkowej części ściśle medycznej i profilaktycznej, natomiast wszystkie treści dotyczące seksualności, tożsamości, norm moralnych i modeli relacji powinny wymagać wyraźnej zgody rodziców. Szkoła ma wspierać rodzinę, a nie przejmować jej rolę i stawiać rodziców przed faktem dokonanym.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.