Wiadomości
Zaczęło się kilka lat temu dość „niewinnie”. Sympatyzujący z ONR i Młodzieżą Wszechpolską młodzianie, czasem przerośnięci i przedwcześnie wyłysiali zaczęli się gromadzić 11 listopada na patriotycznych marszach z okazji Święta Niepodległości. Z czasem było ich więcej i więcej. Dochodzili również niezwiązani z organizacją spod znaku falangi. Młodzi, starzy, całe rodziny z dziećmi. Łączyło ich jedno – poczucie umiłowania Ojczyzny i dyskomfort związany z tym, że obecny kształt Polski znacznie dobiega od tego, o jaki walczyli wielcy bohaterowie, a których oni noszą w sercach. Głośniej zrobiło się o nich, kiedy domorośli, samozwańczy antyfaszyści postanowili zablokować ich pochód. Ale postrach zaczęli budzić mniej więcej od 2011 roku, kiedy udało im się ściągnąć do stolicy blisko 100 tys. osób, a o prawdziwe palpitacje serca zaczynają przyprawiać od kiedy usystematyzowali swoje szeregi, nazywając się Ruchem Narodowym.