Wiadomości
Środowiska lewicowe, LGBT i feministyczne oburzyły się na organizatorów Parady Równości, bo ci wyprosili z marszu Martę Konarzewską. Powód? Brak stroju, a przecież regulamin Parady jasno stanowi, że na Paradzie rozbierać się nie można. Feministka w wywiadzie dla „Codziennika Feministycznego” oburza się, że przecież ona się nie rozebrała: „Zostałam upomniana, że nie wolno się rozbierać na Paradzie. Jakbym się upiła i zdjęła majtki czy coś. A ja się nie rozbierałam. To, co miałam na sobie, to był mój strój”. W sumie to nawet logiczne, Jak można się rozebrać z czegoś, czego się na sobie nie ma. Ona po prostu przyszła „niekompletnie odziana” przynajmniej od pasa w górę. Dla przyzwoitości jedynie zakleiła taśmą sutki. Ot, taki kostium: „Mój gest polegał na tym, co zawsze – swoje ciało potraktowałam jak transparent, miejsce inskrypcji. Symboliczną przestrzeń, na której mogę zapisać i którą mogę komunikować sensy. „Śpię z kim chcę” to był mój przekaz, ekspresja wolności ciała zawłaszczanego p