Wiadomości
Choć jest wczesna wiosna i pogoda dopisuje, sala w Fundacji Feminoteka na kilka minut przed godziną osiemnastą jest już zapełniona. Kilka pań w średnim wieku zajęło kanapę pod ścianą. Kolejni wchodzący okupują skrawki wolnej podłogi albo tłoczą się przy wejściu do sali. Stali bywalcy Akademii Feministycznej wiedzą, że składane krzesełka szybko się kończą. Grupka przezornych młodych ludzi wzięła ze sobą karimatę. Rozkładają ją w wąskim korytarzu i zasiadają po turecku. Około czterdziestu, może pięćdziesięciu osób ciśnie się, żeby posłuchać wystąpienia Anny Dzierzgowskiej. Tym razem na celowniku Akademii Feministycznej jest szkolna katecheza. Wykład zatytułowano buńczucznie: „Nasi okupanci i ich szkoły. O konieczności wyprowadzenia katechezy ze szkół”.