Wiadomości
Od jakiegoś czasu słyszę, że katolik może zagłosować za ustawą dotyczącą in vitro, bowiem poprawia ona sytuację w tej dziedzinie i kończy sytuacje „wolnej amerykanki”. I gdyby rzeczywiście tak było, to nawet w sytuacji stanowienia prawa niedoskonałego, katolik mógłby na nią – zgodnie z klauzulą „Evangelium vitae” – rzeczywiście zagłosować. Problem polega tylko na tym, że tak nie jest. Prawo, które zaproponowała Ewa Kopacz nie poprawia sytuacji, a jedynie legalizuje najbardziej skandaliczne procedury związane z zapłodnieniem pozaustrojowym. Jeśli można w niej zaś znaleźć jakiekolwiek ustępstwa, to tylko w kwestiach w istocie nieistotnych z punktu widzenia klinik i przemysłu prokreacyjnego.