Autor analiz geopolitycznych Zbigniew Parafianowicz ocenia, że pominięcie Warszawy nie jest wynikiem braków polskiego przemysłu ani słabości krajowych programów zbrojeniowych. Jego zdaniem Wołodymyr Zełenski od czasu sporu o ukraińskie zboże konsekwentnie próbuje omijać Polskę w formatach budowanych wspólnie z najważniejszymi państwami Europy Zachodniej.
„Nie braki przemysłowe stoją jednak za decyzjami Kijowa. Tylko polityka. Polityka polegająca na trzymaniu Warszawy na dystans we wszystkich formatach, które Wołodymyr Zełenski współtworzy ze starą Europą” – napisał Parafianowicz na łamach Wirtualnej Polski.
Kijów wybiera Berlin, Paryż i Londyn
Oficjalna deklaracja koalicji mówi o przyspieszeniu prac nad wspólnymi zdolnościami do zwalczania pocisków balistycznych. Sygnatariusze uznali rosnące zagrożenie rakietowe za problem całego kontynentu i zapowiedzieli rozwój „czysto defensywnego” projektu. Dokument nie przedstawia jednak jeszcze konkretnego harmonogramu, budżetu ani wybranego systemu uzbrojenia. Udział w inicjatywie pozostaje otwarty dla kolejnych zainteresowanych państw.
Parafianowicz wskazuje, że decyzja wpisuje się w szerszą politykę Kijowa. Rozmowy o przyszłym rozejmie i gwarancjach bezpieczeństwa są od miesięcy prowadzone przede wszystkim przez Ukrainę, Francję, Niemcy i Wielką Brytanię. W czerwcu przywódcy tych czterech państw zapowiadali wspólny rozwój zdolności antybalistycznych, produkcji pocisków przechwytujących oraz systemów dalekiego rażenia. Polski w tym formacie nie było.
„Sam Zełenski nigdy nie znalazł wystarczająco przekonującego argumentu, którym mógłby uzasadnić brak Donalda Tuska na rozmowach E3. Nie znalazł, bo takiego argumentu nie ma” – ocenił publicysta.
Albo… Skoro są już tam Niemcy…
Takie podejście ukraińskich władz ocenia jako krótkowzroczne. Warunki ewentualnego rozejmu, przyszłość ukraińskiej armii oraz rozmieszczenie europejskich systemów obronnych będą bezpośrednio wpływały na bezpieczeństwo Polski. Warszawa jest również głównym zapleczem logistycznym Ukrainy i państwem graniczącym zarówno z Rosją, Białorusią, jak i walczącą Ukrainą.
Według Parafianowicza Zełenski może przeceniać trwałość swojego miejsca przy stole zachodnioeuropejskich mocarstw. „Jeden z moich rozmówców z kręgów MSZ przekonuje, że Zełenski jako aspirujący Unijczyk i Europejczyk, ignorując Polskę, jeszcze nie wie, że dla Zachodu jest tylko zasobem” – napisał.
Francja już zacieśnia dwustronną współpracę wojskową z Kijowem. Paryż i Ukraina ogłosiły, że priorytetem będą projekty związane z lotnictwem bojowym, obroną powietrzną i zdolnościami antybalistycznymi. Takie deklaracje mają również oczywisty wymiar przemysłowy, ponieważ po zakończeniu wojny Ukraina stanie się jednym z największych odbiorców uzbrojenia w Europie.
Polska ma własną tarczę – i systemy z najwyższej półki
Brak Polski w nowej koalicji nie oznacza jednak pozostawienia kraju bez osłony. Warszawa znacznie wcześniej wybrała amerykański system Patriot jako podstawę programu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej „Wisła”. Pierwsza faza obejmuje dwie baterie z systemem dowodzenia IBCS, pociskami PAC-3 MSE i 16 wyrzutniami. Druga ma zwiększyć liczbę baterii do ośmiu oraz wprowadzić nowe radary dookólne.
„W zamian za sen o europejskiej tarczy Polska ma program »Wisła«, który według planów ma zakończyć się około 2030 roku i dać nam najnowocześniejszą obronę przed pociskami balistycznymi i manewrującymi w Europie” – podkreślił Parafianowicz.
Patrioty mają działać jako element wielowarstwowego systemu. Wyższe warstwy obrony stworzy „Wisła”, niżej znajdą się baterie „Narew”, a najkrótszy zasięg zabezpieczać mają między innymi zestawy Pilica i Piorun. Wszystkie elementy mają być połączone sieciocentrycznym systemem dowodzenia IBCS.
Dalej autor zwraca uwagę, że Polska nie znajduje się w sytuacji państwa oczekującego na cudze pociski. „To nie my żebrzemy o pociski PAC-3 MSE” – napisał, przypominając o wieloletnich zamówieniach oraz konsekwentnej rozbudowie własnych zdolności.
Nowa koalicja może być wartościowym forum współpracy, ale nie wiadomo jeszcze, czy zakończy się powstaniem rzeczywistego systemu, czy przede wszystkim wspólnymi zakupami europejskiego sprzętu. Francja i Włochy od lat promują system SAMP/T z pociskami Aster, natomiast Polska postawiła na sprawdzone w działaniach operacyjnych rozwiązania amerykańskie.
„Koalicja antybalistyczna na teraz jest w dużej mierze formą akwizycji” – ocenił, wskazując, że państwa zachodnie przygotowują się już do rywalizacji o wielomiliardowy rynek przyszłej ukraińskiej obrony powietrznej.
Znaczenia amerykańskich systemów nie ukrywają również dowódcy państw Europy Zachodniej. Publicysta przytoczył ocenę dowódcy niemieckich sił powietrznych gen. Holgera Neumanna, według którego Europa nie ma czasu czekać na własne projekty, a wobec zagrożenia ze strony Rosji musi obecnie kupować uzbrojenie dostępne i sprawdzone.
Polityczne pomijanie Polski przez Kijów zasługuje na stanowczą reakcję dyplomatyczną. Nie oznacza jednak, że Warszawa przegapiła przełomowy projekt albo uzależniła swoje bezpieczeństwo od decyzji Zełenskiego. Polska buduje własną tarczę w ramach NATO, dysponuje już pierwszymi Patriotami i rozwija system, którego kolejne elementy zostały zamówione wiele lat przed ogłoszeniem paryskiej koalicji.
„Duża liczba państw w koalicji nie oznacza, że przegapiliśmy jakąś życiową szansę” – podkreślił Parafianowicz. „Trzymajmy się naszych planów na obronę polskiego nieba” – dodał.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.