Pomosty, które jeszcze niedawno prowadziły prosto do wody, kończą się dziś na błocie i piasku. Część prywatnych jachtów została uwięziona – właściciele nie mogą ani wypłynąć, ani bezpiecznie wyciągnąć jednostek na brzeg. Problemy dotykają również wędkarzy oraz przedsiębiorców, dla których wakacyjny sezon oznaczał dotąd główne źródło dochodów.
Ze zbiornika odpływa więcej wody, niż do niego wpływa
Według danych przekazanych przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie 20 lipca poziom zbiornika wynosił 165,54 m n.p.m. – o 1,06 metra mniej od normalnego poziomu piętrzenia. Średni lipcowy dopływ z Pilicy wynosił 7,86 m³/s, podczas gdy odpływ utrzymywany był na poziomie 11 m³/s. W ciągu doby lustro wody obniżało się o kolejne 1–3 centymetry.
Wody Polskie wyjaśniają, że odpływ na poziomie 11 m³/s wynika z obowiązującego pozwolenia wodnoprawnego i konieczności utrzymania przepływu biologicznego w Pilicy poniżej zapory. „Przepływ biologiczny 11,0 m³/s musi być zachowany” – przekazała rzeczniczka RZGW Anna Truszczyńska. Instytucja już 9 lipca informowała, że zbiornik pracuje zgodnie z instrukcją, a obniżanie poziomu wody jest skutkiem pogłębiającej się suszy hydrologicznej.
Najnowszy biuletyn IMGW potwierdza bardzo niskie przepływy w zlewni Pilicy. Na stacji Sulejów-Kopalnia odnotowano przepływ 8,97 m³/s, czyli wyraźnie poniżej ilości wody wypuszczanej ze zbiornika.
Podobny kryzys wystąpił w 2019 roku, gdy pojemność zalewu spadła do około 54 mln m³, a odsłonięte dno stało się miejscem spacerów i nielegalnych przejazdów samochodami. Obecnie właściciele przystani obawiają się powtórki. „Spodziewamy się jeszcze gorszej sytuacji, takiej jak w 2019 roku” – ostrzega Arkadiusz Nyga. Bez długotrwałych opadów w górnej części zlewni Pilicy poziom zbiornika może nadal się obniżać.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.