Sławomir Mentzen, pytany w marcu 2025 roku o możliwość utworzenia rządu z PiS albo Koalicją Obywatelską, odpowiedział, że „w polityce niczego nie można wykluczać”. Kilka miesięcy później szef klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek zapewniał, że ugrupowanie może współpracować z każdym, choć – jak zaznaczył – bliżej mu do polskiej prawicy.
Krzysztof Bosak odrzucał natomiast medialne informacje o negocjacjach z KO, określając je jako plotki. Nie zmienia to faktu, że liderzy Konfederacji unikają dziś kategorycznej deklaracji, iż po kolejnych wyborach nie wejdą do rządu z Platformą. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi ugrupowanie mówiło jasno: „Nie będzie z nikim koalicji”, ponieważ byłoby to złe zarówno dla Polski, jak i samej Konfederacji.
Protest przeciw systemowi może skończyć się podtrzymaniem systemu
Dla części wyborców Konfederacja jest głosem sprzeciwu wobec polityki Tuska: podporządkowywania kolejnych dziedzin integracji europejskiej, uległości wobec najważniejszych państw Unii oraz przyjmowania rozwiązań korzystnych dla Berlina, lecz kosztownych dla polskiej gospodarki. Gdyby to samo ugrupowanie pomogło Platformie utrzymać władzę, zaprzeczyłoby własnej opowieści o politycznej alternatywie.
Podobne rozczarowanie przeżyli wyborcy Polski 2050. Głosowali na formację przedstawianą jako nowa jakość, a po wyborach otrzymali partię współtworzącą gabinet Donalda Tuska. Koalicja utworzona w 2023 roku przez KO, Polskę 2050, PSL i Lewicę stała się podstawą obecnego obozu władzy.
Elektorat Konfederacji powinien więc uważnie rozliczać swoich liderów nie tylko z efektownych wystąpień, internetowych nagrań i krytyki „POPiS-u”, lecz przede wszystkim z jednoznacznych zobowiązań. Naiwnością byłoby uwierzyć, że koalicja z Platformą pozostawi Konfederacji pełną swobodę działania albo zmusi Donalda Tuska do porzucenia dotychczasowej polityki europejskiej, czyli głównie proniemieckiej.
Być może warto pokusić się dzisiaj na pewne uogólnienie lub spostrzeżenie, że nowe ugrupowania polityczne są już od jakiegoś czasu pośrednio lub bezpośrednio kształtowane przez zagraniczne ośrodki wpływu – poprzez finansowanie fundacji, środowisk eksperckich, mediów, organizacji społecznych i zaplecza kadrowego. Niemieckie fundacje partyjne prowadzą rozbudowaną działalność zagraniczną, finansowaną ze środków publicznych, a część ich projektów obejmuje także Polskę.
Samo finansowanie legalnej działalności społecznej co prawda nie dowodzi jeszcze działalności agenturalnej, ale wyborcy powinni wiedzieć, kto opłaca szkolenia, kampanie eksperckie i instytucje promujące nowych polityków. Polskie prawo ogranicza bezpośrednie finansowanie partii z zagranicy, dlatego szczególnego znaczenia nabiera pełna jawność przepływów finansowych wokół fundacji, stowarzyszeń i zaplecza medialnego. Bez takiej przejrzystości łatwo stworzyć partię przedstawianą jako spontaniczny „nowy ruch”, która w praktyce będzie realizowała interesy silniejszych państw i ich politycznego zaplecza.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.