Premier próbował jednocześnie przedstawiać siebie jako obrońcę standardów i praworządności. Problem w tym, że część jego wystąpienia opierała się na politycznych skojarzeniach i mocno spolaryzowanym języku, który zamiast wygaszać spór, może go jeszcze bardziej podsycać.
Tusk mówił, że nie zgadza się z przekonaniem, iż w polityce liczą się wyłącznie „siła, skuteczność i cwaniactwo”. Następnie przeszedł do sugestii, że polityk nie może „wyłudzić od kogoś bezradnego, starego mieszkania” ani „machać pięścią i straszyć dziennikarza”. Choć nazwiska nie padły, przekaz był czytelny: była to aluzja do prezydenta Karola Nawrockiego i sprawy mieszkania pana Jerzego, szeroko wykorzystywanej w kampanii prezydenckiej.
Taka konstrukcja wypowiedzi pozwala premierowi unikać bezpośredniego postawienia zarzutu, a jednocześnie pozostawia odbiorcy bardzo konkretną sugestię. To skuteczna technika polityczna, ale także forma komunikacji, która łatwo przesuwa debatę z poziomu faktów na poziom skojarzeń i emocji.
Straszenie „faszyzmem” i pamięć o własnym zwrocie w sprawie granicy
Tusk nawiązał również do kryzysu migracyjnego i ostrzegał przed politykami, którzy budują poparcie na strachu przed „innym”. Poszedł jeszcze dalej, przywołując Europę lat 30. i 40. oraz stwierdzając, że niektóre współczesne projekty polityczne „brunatnieją”.
Takie porównania są wyjątkowo mocne. Faszyzm nie jest zwykłą etykietą polityczną, lecz pojęciem odnoszącym się do systemów totalitarnych, przemocy państwowej i masowych zbrodni. Używanie tej analogii wobec dzisiejszych przeciwników politycznych może mobilizować własny elektorat, ale zarazem obniża jakość debaty publicznej i zwiększa społeczną polaryzację.
Tym bardziej że sam Tusk ma w sprawie migracji polityczną historię, która utrudnia mu przedstawianie obecnego stanowiska jako całkowicie konsekwentnego. W październiku 2021 roku, podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, Tusk zapowiadał, że Koalicja Obywatelska zagłosuje przeciw specustawie umożliwiającej szybką budowę zapory. Mówił wówczas, że zamiast „wielkiego muru” powstanie „wielki wał”.
Po przejęciu władzy jego rząd nie tylko nie zlikwidował zapory, ale utrzymał i rozbudował politykę zabezpieczania granicy. To nie znaczy, że stanowisko polityka nie może ewoluować pod wpływem wydarzeń. Jednak gdy premier dziś oskarża innych o cyniczne wykorzystywanie strachu migracyjnego, uczciwa debata wymaga przypomnienia, że jego własna linia w tej sprawie także uległa zasadniczej zmianie.
„Rozliczenia” jako warunek pojednania
Tusk został również zapytany o największy sukces i największą porażkę swojego rządu. Jako jeden z głównych powodów niezadowolenia wskazał tempo rozliczeń poprzedniej władzy.
Premier mówił, że celem powinno być kiedyś „wygaszenie najbardziej gorących konfliktów między ludźmi”, ale warunkiem ma być wcześniej „uczciwe, głębokie rozliczenie zła”. Zastrzegł, że nie chodzi wyłącznie o polityków PiS i że nieprawidłowości po stronie obecnego obozu również powinny być rozliczane.
Tusk przyznał jednocześnie, że szybkie rozliczenia nie są możliwe bez naruszania fundamentalnych praw człowieka i że nie może arbitralnie „wsadzić kogoś do więzienia” z pominięciem prokuratury i sądów. To ważne zastrzeżenie. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy w tym samym wystąpieniu premier mówi o „złu pisowskim”, „sabotowaniu” procesu przez urzędników i jednocześnie kreśli bardzo ostre moralne podziały.
W efekcie przekaz staje się wewnętrznie sprzeczny. Z jednej strony Tusk deklaruje potrzebę wygaszania konfliktów. Z drugiej – używa języka, który przeciwników politycznych przedstawia jako ludzi kojarzonych z cwaniactwem, wyłudzaniem, strachem, „brunatnieniem” i historycznymi mechanizmami prowadzącymi do faszyzmu.
To właśnie ten element jego wystąpienia zasługuje na największą krytykę. Premier ma pełne prawo ostro oceniać opozycję i prezydenta. Jednak jeśli jednocześnie przedstawia się jako polityk odpowiedzialny za odbudowę wspólnoty i standardów, powinien unikać retoryki, która sprowadza spor polityczny do moralnego potępienia przeciwnika.
W przeciwnym razie deklarowane „wygaszanie konfliktów” staje się jedynie hasłem, a praktyka polityczna pozostaje dokładnie taka sama jak ta, którą Tusk zarzuca swoim rywalom: mobilizowanie wyborców poprzez emocje, strach i podział na „dobrych” i „złych”.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.