Podczas konferencji prasowej po przyjęciu przez rząd projektu budżetu na 2027 rok minister Andrzej Domański poinformował, że plan finansowy Trybunału Konstytucyjnego nie został ujęty w rządowym dokumencie.
Jak tłumaczył, Ministerstwo Finansów nie otrzymało – jego zdaniem – skutecznie dostarczonego aktu planistycznego spełniającego wymagania ustawy.
– Nie otrzymaliśmy dokumentu, nie otrzymaliśmy planu dochodów i wydatków TK. (...) W związku z czym takiego finansowania, takiej pozycji nie ma – powiedział minister.
Jeszcze bardziej jednoznacznie zabrzmiała odpowiedź wiceminister finansów Hanny Majszczyk. Kiedy dziennikarz zapytał, czy dla Trybunału w projekcie budżetu przewidziano po prostu „zero złotych”, odpowiedziała:
– Można tak powiedzieć, bo zero to znaczy, jakby zaplanowano zero, natomiast po prostu nie ujęto planu dochodów i wydatków.
Resort argumentuje, że zgodnie z ustawą o finansach publicznych minister finansów nie może sam skonstruować budżetu konstytucyjnego organu państwa. Może jedynie włączyć do projektu plan prawidłowo przedstawiony przez tę instytucję.
Spór będzie więc prawdopodobnie kontynuowany w Sejmie. Nie jest bowiem przesądzone, że ostateczna ustawa budżetowa na 2027 rok rzeczywiście pozostawi TK bez jakiegokolwiek finansowania.
Trybunał jako kolejny front wojny o polskie instytucje
Skala zmiany jest jednak ogromna. W obowiązującej ustawie budżetowej na 2026 rok na działalność Trybunału Konstytucyjnego zapisano 67 mln 373 tys. zł. Z tego 46,879 mln zł przeznaczono na wydatki bieżące, 19,634 mln zł na świadczenia na rzecz osób fizycznych, a 860 tys. zł na wydatki majątkowe.
Teraz w projekcie na kolejny rok odpowiedniej pozycji w ogóle nie ma.
Przedstawiciele obozu rządowego prezentują sprawę jako konsekwencję problemów formalnych. Krytycy rządu widzą jednak znacznie szerszy proces – konsekwentne osłabianie instytucji, których obecny gabinet nie uznaje za politycznie lub prawnie legitymizowane.
Rozmówca Tysol.pl związany z Trybunałem nazwał działania rządu próbą „zastraszenia Trybunału” i wywarcia presji w sporze dotyczącym statusu sędziów TK. Jest to oczywiście stanowisko jednej ze stron coraz ostrzejszego konfliktu konstytucyjnego, ale pokazuje, jak poważna jest dziś temperatura sporu wokół tej instytucji.
Trybunał Konstytucyjny ma tymczasem szczególne znaczenie nie tylko w sporach krajowych. To właśnie TK jest instytucją, która może badać zgodność norm prawa europejskiego z polską Konstytucją i wyznaczać granice przekazywania kompetencji instytucjom ponadnarodowym. Dlatego jego osłabianie należy również widzieć w kontekście coraz poważniejszego europejskiego sporu o przyszły kształt Unii.
Kto zatrzyma dalszą centralizację Unii?
W instytucjach UE od kilku lat wracają propozycje daleko idącej zmiany traktatów. Parlament Europejski oficjalnie opowiedział się m.in. za znacznym rozszerzeniem stosowania głosowania większością kwalifikowaną, wzmocnieniem kompetencji Parlamentu Europejskiego i ograniczeniem obszarów, w których państwa członkowskie mogą korzystać z prawa weta.
Dla Polski nie jest to abstrakcyjna debata instytucjonalna.
Odejście od jednomyślności oznaczałoby, że w kolejnych dziedzinach państwo polskie mogłoby zostać przegłosowane, nawet gdy decyzja dotyczyłaby spraw uznawanych w Warszawie za fundamentalne z punktu widzenia interesu narodowego.
W systemie głosowania większością kwalifikowaną ogromne znaczenie ma liczba ludności państw. Niemcy i Francja, jako dwa najludniejsze i najbardziej wpływowe kraje starej Unii, mają więc naturalnie znacznie większą zdolność budowania koalicji pozwalających narzucać kierunek decyzji mniejszym państwom. Zgodnie z zasadami Rady UE większość kwalifikowana wymaga obecnie poparcia co najmniej 55 proc. państw reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności Unii.
Właśnie dlatego przeciwnicy dalszej federalizacji ostrzegają przed przekształcaniem Unii Europejskiej ze wspólnoty suwerennych państw w coraz bardziej scentralizowaną strukturę, w której o kluczowych kierunkach polityki decydowałby przede wszystkim polityczny układ największych stolic – przede wszystkim Berlina i Paryża.
Nie chodzi przy tym o formalne „wcielenie Polski” do innego państwa. Zagrożenie wskazywane przez krytyków integracji jest bardziej subtelne: stopniowe przenoszenie kolejnych kompetencji z Warszawy do Brukseli i ograniczanie możliwości skutecznego sprzeciwu państwa polskiego.
W takim układzie silny i niezależny Trybunał Konstytucyjny staje się jednym z ostatnich krajowych bezpieczników ustrojowych, ponieważ może badać, gdzie kończy się zakres kompetencji przekazanych Unii, a zaczyna nadrzędność Konstytucji RP. Dlatego obecny spór o pieniądze dla TK nie dotyczy wyłącznie kilkudziesięciu milionów złotych.
Dotyczy pytania znacznie poważniejszego: czy Polska będzie nadal posiadała instytucje zdolne powiedzieć „nie”, gdy organy krajowe albo europejskie przekroczą granice wyznaczone przez Konstytucję.
I właśnie w momencie, kiedy w Europie ponownie trwa debata o ograniczaniu prawa weta i dalszym wzmacnianiu instytucji ponadnarodowych, próba pozbawienia Trybunału finansowania powinna budzić szczególną uwagę.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.