W połowie sierpnia portal RM24 poinformował, że poseł Marcin Romanowski skierował do sądu wniosek o „list żelazny”, czyli gwarancję odpowiadania z wolnej stopy, jeżeli dobrowolnie stawi się przed organami ścigania. Wedle ustaleń dziennikarzy, pismo zostało nadane z kontrolowanego przez Rosjan Naddniestrza – separatystycznej republiki Mołdawii.
Wkrótce potem tematem zaczął „grzać” premier Donald Tusk, który publicznie oświadczył, że służby współpracujących z Polską państw regionu potwierdziły informacje, wedle których ścigany przez polską prokuraturę parlamentarzysta „na 99 proc.” przebywa w Naddniestrzu.
- „Chyba nie trzeba tu komentarzy. Sam ten fakt wystarczy za cały komentarz na temat nie tylko pana Romanowskiego, ale całej formacji politycznej, która korzystała z takich ludzi, kryła i do dziś ich kryje”
- grzmiał przewodniczący Koalicji Obywatelskiej.
Mołdawia: Nic o tym nie wiemy
Teraz portal Gazeta.pl opublikował odpowiedź mołdawskiej Dyrekcji ds. Międzynarodowej Współpracy Policyjnej na ten temat.
- „Właściwe organy Republiki Mołdawii nie posiadają żadnych danych potwierdzających obecność pana Marcina Romanowskiego na terytorium Naddniestrza. Ponadto, władze krajowe nie odnalazły żadnych dokumentów wskazujących na wjazd pana Romanowskiego na terytorium Republiki Mołdawii”
- czytamy.
- „Jednocześnie władze Republiki Mołdawii utrzymują regularną komunikację ze swoimi odpowiednikami w Polsce, w tym za pośrednictwem bezpiecznych i operacyjnych kanałów komunikacji, w celu weryfikacji dostępnych informacji i wyjaśnienia okoliczności sprawy”
- dodano.
Zapewniono, że „operacyjna wymiana informacji będzie kontynuowana, a właściwe organy Republiki Mołdawii pozostają gotowe do udzielenia, w granicach swoich kompetencji i obowiązujących procedur prawnych, niezbędnej pomocy władzom polskim w identyfikacji i weryfikacji wszelkich istotnych informacji dotyczących poszukiwanego obywatela polskiego”.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.