Sprawa dotyczy sędziów przedstawionych prezydentowi przez Krajową Radę Sądownictwa ukształtowaną po zmianie ustawy z 2017 roku. Polski Sąd Najwyższy zapytał TSUE, czy sam przebieg nominacji może przesądzać o braku niezależności oraz czy należy pomijać krajowe przepisy regulujące skład orzekający, gdy miałyby one uniemożliwiać zastosowanie standardu wynikającego z prawa Unii.
Trybunał odpowiedział, że nie każde uchybienie w procedurze powołania podważa status sędziego. Jeżeli jednak charakter i ciężar nieprawidłowości stwarzają ryzyko wpływu władzy ustawodawczej lub wykonawczej na nominację, mogą pojawić się uzasadnione wątpliwości dotyczące niezawisłości i bezstronności sądu. Takie stanowisko TSUE rozwija linię orzeczniczą opartą na art. 19 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 47 Karty praw podstawowych.
Kto ma ostatnie słowo w sprawie polskich sądów?
Orzeczenia wywołują zasadniczy spór ustrojowy. Zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej wymiar sprawiedliwości sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, administracyjne i wojskowe. Sędziów powołuje prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, natomiast kontrola zgodności ustaw z Konstytucją należy do Trybunału Konstytucyjnego.
To właśnie polskie organy konstytucyjne ponoszą odpowiedzialność za organizację sądownictwa, obsadę stanowisk i ostateczne rozstrzyganie sporów dotyczących ustroju państwa. TSUE nie powołuje polskich sędziów, nie jest sądem apelacyjnym nad Sądem Najwyższym i nie otrzymał w traktatach ogólnego uprawnienia do przebudowy krajowego wymiaru sprawiedliwości.
Nie jest jednak ścisłe twierdzenie, że sądownictwo zostało całkowicie wyłączone spod prawa Unii. Państwa członkowskie zachowały kompetencję do organizowania swoich sądów, lecz wykonując ją, muszą przestrzegać zobowiązań traktatowych, zwłaszcza gdy sądy krajowe stosują prawo unijne. Na tej podstawie TSUE twierdzi, że może „badać”, czy zapewniono skuteczną ochronę sądową. Spór dotyczy zatem nie samego istnienia jurysdykcji Trybunału, lecz jej granic i tego, czy nie została rozszerzona kosztem konstytucyjnych kompetencji państwa.
Najdalej idący skutek nowych orzeczeń może polegać na stworzeniu mechanizmu trwałego kwestionowania części sędziów Sądu Najwyższego. Jeżeli osoba powołana po 2017 roku nie może uczestniczyć w badaniu statusu innego sędziego nominowanego w podobnym trybie, powstaje podział na dwie grupy członków tego samego sądu. Jedni zachowują możliwość oceniania drugich, podczas gdy sami nie podlegają analogicznej procedurze.
Była przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka ostrzegała przed takim rozwojem wydarzeń jeszcze przed ogłoszeniem stanowiska Trybunału.
„Szykuje się kolejny atak TSUE na ustrój polskiego sądownictwa” – napisała, wskazując, że orzeczenie może dotyczyć nie tylko udziału sędziów w składach SN, ale także pełnienia przez nich funkcji kierowniczych, wyznaczania składów i podejmowania czynności organizacyjnych.
„W praktyce oznacza to, że TSUE ponownie wypowie się o legalności działań organów konstytucyjnych RP – prezesów Sądu Najwyższego, których powołuje prezydent Rzeczypospolitej” – podkreśliła.
Sędzia zwróciła uwagę, że konsekwencje mogą z czasem dotknąć również osoby, które dziś popierają zewnętrzne kwestionowanie nominacji dokonanych po 2017 roku.
„Czy będziemy dalej cieszyć się, że organy międzynarodowe ingerują w składy personalne władzy publicznej RP? Będziemy milczeć?” – pyta Pawełczyk-Woicka.
Jej zdaniem orzecznictwo TSUE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka może zostać wykorzystane jako pretekst do kolejnej, pozbawionej wyraźnej podstawy konstytucyjnej weryfikacji sędziów przez składy zdominowane przez osoby powołane przed zmianą KRS.
„Wyrok w sprawie C-273/24 i wyroki ETPCz dadzą pretekst do weryfikacji ich powołań – oczywiście bezprawnej weryfikacji – przez składy »starych sędziów«” – przestrzega była szefowa Rady.
Trzeba przy tym odróżnić opinię rzecznika generalnego od wyroku TSUE. Tamara Ćapeta wskazała, że Trybunał mógłby uznać się za niewłaściwy, gdyby przedstawione pytania miały charakter hipotetyczny albo służyły wyłącznie uzyskaniu opinii o organizacji krajowego sądownictwa. Gdyby jednak TSUE zajął się meritum, rzeczniczka zaproponowała uznanie, że skład z osobą powołaną z naruszeniem podstawowych reguł nie spełnia standardu niezawisłego sądu. Opinia rzecznika nie wiąże sędziów Trybunału i nie może być przedstawiana jako zapadły wyrok. Oficjalny kalendarz TSUE potwierdza, że w sprawie C-273/24 zaplanowano przedstawienie opinii rzecznik generalnej.
Sednem konfliktu pozostaje pytanie, kto może ostatecznie rozstrzygać o statusie polskiego sędziego. Konstytucja przewiduje powołanie przez prezydenta na wniosek KRS i nie ustanawia procedury późniejszego unieważniania takiej nominacji przez TSUE, rząd ani dowolny skład sądu. Podważanie całej grupy sędziów na podstawie daty nominacji może prowadzić do chaosu prawnego, kwestionowania tysięcy wyroków i nierównego traktowania obywateli.
Polska potrzebuje silnego Sądu Najwyższego, działającego na podstawie Konstytucji i ustaw, oraz Trybunału Konstytucyjnego zdolnego do wiarygodnego rozstrzygania sporów kompetencyjnych. Potrzebuje także jasnego wyznaczenia granicy między obowiązkiem przestrzegania prawa unijnego a niedopuszczalnym zastępowaniem krajowych organów w kształtowaniu ustroju sądów.
Niezależność polskich sądów nie może oznaczać podporządkowania ich rządowi. Nie może jednak również oznaczać, że o składzie Sądu Najwyższego będzie w praktyce decydował organ Unii, który nie otrzymał kompetencji do powoływania ani odwoływania polskich sędziów.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.