Polityka

Ostry atak na Pełczyńską-Nałęcz po jej sprzeciwie ws. Airbnb

Spór o regulację najmu krótkoterminowego przerodził się w otwartą awanturę wewnątrz obozu rządzącego. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zasugerowała, że po publicznym sprzeciwie wobec przyjętego przez rząd projektu ustawy znalazła się na celowniku przychylnych władzy mediów.

3 min czytania
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz · fot. Screenshot - YouTUbe/Telewizja Republika

Z kolei Ewa Szymanowska z klubu Centrum odpowiedziała, że dziennikarze mają prawo pytać o wykorzystywanie sprzętu ratowniczego do tworzenia materiałów promocyjnych.

Rząd przyjął projekt nowelizacji przepisów o usługach hotelarskich, który ma uporządkować rynek mieszkań wynajmowanych na doby. Nowe regulacje przewidują między innymi obowiązkową rejestrację lokali, nadawanie im indywidualnych numerów oraz utworzenie Centralnego Wykazu Turystycznych Obiektów Noclegowych. Za brak wymaganej rejestracji ma grozić kara sięgająca 50 tys. zł.

Największe kontrowersje wywołało usunięcie z projektu rozwiązania pozwalającego samorządom tworzyć strefy całkowicie wolne od najmu krótkoterminowego. Takie uprawnienie znajdowało się w pierwotnej wersji dokumentu, ale zostało wykreślone w toku prac rządowych. W przyjętym projekcie pozostawiono słabszy mechanizm, umożliwiający wskazywanie obszarów, w których usługi noclegowe będą świadczone wyłącznie w obiektach hotelarskich.

Pełczyńska-Nałęcz jako jedyna członkini Rady Ministrów zgłosiła formalne zdanie odrębne. „Zero praw dla samorządów w ustanawianiu stref wolnych od Airbnb. Zero praw mieszkańców w decydowaniu o tym, czy mają, czy nie mają burdelu/hotelu za ścianą” – napisała na X.

Minister oceniła, że przyjęte rozwiązanie jest „esencją uległości wobec lobbystów” i przeciwieństwem polityki uwzględniającej potrzeby mieszkańców. Jej zdaniem samo wprowadzenie numerów rejestracyjnych nie wystarczy, aby powstrzymać hałaśliwe imprezy, ciągłą rotację turystów oraz przekształcanie budynków mieszkalnych w nieformalne hotele.

Pytania „Newsweeka” po buncie minister. „Co za przypadek”

Dzień po sprzeciwie wobec projektu szefowa resortu funduszy poinformowała, że jej ministerstwo otrzymało serię pytań od Dominiki Długosz z „Newsweeka”. Dotyczyły one wizyty Pełczyńskiej-Nałęcz w Łebie i wykorzystania jednostek Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.

„Co za przypadek. Wczoraj stanęłam w koalicji za sprawami ludzi ws. Airbnb, a dziś do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej wpłynęła seria pytań od Dominiki Długosz” – napisała minister.

Pełczyńska-Nałęcz zaznaczyła, że odwiedziła Morską Służbę Poszukiwania i Ratownictwa, która otrzymała ponad 380 mln zł z funduszy europejskich na zakup nowych łodzi i wyposażenia. Przy okazji wizyty miała również obejrzeć z oddali powstające farmy wiatrowe.

„Wbrew podejrzeniom pani redaktor nie byłam na wiatrakach helikopterem. Dodaję też, że nie leciałam rządowym samolotem ani nie płynęłam łodzią podwodną” – ironizowała.

Minister tłumaczyła, że odwiedzanie projektów finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy oraz funduszy unijnych jest jej obowiązkiem. Wymieniła między innymi żłobek w Krokowej, budowę tunelu kolejowego na trasie Podłęże–Piekiełko i obwodnicę Pułtuska.

„Zamiast się nękać, wznieśmy się ponad podziały i promujmy zgodnie i solidarnie jeden z największych programów rozwojowych tej koalicji” – zaapelowała.

Do dyskusji włączyła się Ewa Szymanowska, była partyjna koleżanka Pełczyńskiej-Nałęcz, obecnie związana z klubem Centrum.

„Nie wiem, jakie pytania wysłała pani redaktor Dominika Długosz do ministerstwa, ale domyślam się, że chodzi o to, że wykorzystała pani łódź i śmigłowiec ratunkowy do produkcji swoich materiałów promocyjnych, w tym nieudolnego »śpiewania«” – napisała Szymanowska.

Posłanka podkreśliła, że jednostki ratownicze powinny służyć ratowaniu ludzi. „Dziennikarze mają prawo pytać, dlaczego minister robi coś tak głupiego” – dodała.

Spór pokazuje, że konflikt dotyczący Airbnb wykracza już poza samą ustawę. W koalicji trwa walka o to, kto reprezentuje interesy mieszkańców, samorządów i właścicieli mieszkań, a także o prawo do publicznego krytykowania decyzji rządu.

Projekt ten nie pozostawia również wspólnotom mieszkaniowym bezpośredniego prawa do zakazania najmu krótkoterminowego w danym budynku. To jeden z głównych argumentów krytyków ustawy, którzy obawiają się, że mieszkańcy nadal będą bezsilni wobec lokali funkcjonujących jak całoroczne hotele.

Rząd chce, aby nowe przepisy weszły w życie możliwie szybko, ponieważ– jak twierdzą ludzie Tuska - Polska „musi dostosować system do unijnego rozporządzenia” obowiązującego od maja 2026 roku. Projekt trafi teraz do Sejmu, gdzie może zostać ponownie zmieniony.

Źródło: mp/X, PAP, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej