Ukraina

Susujew: Ukraińcy boją się wciągnięcia Polski do wojny

Teza o tym, że Kijów dąży do wciągnięcia naszego kraju w ten konflikt, opiera się na postrzeganiu Wojska Polskiego jako silnej organizacji, której wejście do walki w oczach Ukraińców miałoby rzekomo diametralnie odwrócić ich trudne położenie na froncie. Niestety, w rzeczywistości tak nie jest.

3 min czytania
Zełenski w trakcie spotkania z wojskowymi.
Zełenski w trakcie spotkania z wojskowymi. · fot. Fot. President of Ukraine via Flickr CC 0

Dziś wczesnym porankiem w województwie lubelskim, na szczerym polu (na wielkie szczęście poza obszarem zabudowanym), spadła rakieta manewrująca, pozostawiając po sobie lej o średnicy 10 metrów. W nocy i nad ranem trwał zmasowany rosyjski atak rakietowo-dronowy na miasta Ukrainy, w ramach którego głównym celem stał się Lwów. W mieście uszkodzono cały szereg budynków i naliczono do 30 cywilnych ofiar tego uderzenia. Rosjanie od dłuższego czasu, uderzając w aglomeracje zachodniej Ukrainy, planują trajektorie lotu tak, aby pociski i drony omijały cele i nadlatywały nad nie od zachodu. W tej sytuacji należy zakładać dwie możliwości. Pierwsza to wada systemu sterowania, przez którą rosyjski pocisk w trakcie manewru po prostu zboczył z kursu i runął na terytorium Polski w momencie, kiedy wypaliło mu się paliwo. Druga hipoteza zakłada świadomy test, w ramach którego Kreml chciał zweryfikować reakcję polskich sił zbrojnych na naruszenie przestrzeni powietrznej i sprawdzić, jak te procedury zmieniły się w ostatnich latach. Zresztą, nawet jeżeli był to tylko przypadek, Rosjanie tak czy inaczej będą teraz dysponować cennymi danymi, bazując na tym, jak polskie służby i wojsko faktycznie zareagowały.

Oczywiście w krajowej przestrzeni publicznej, na tle ostatnich napięć z Ukrainą oraz nierozliczonej sprawy Przewodowa, natychmiast pojawiły się sugestie, że może to być ukraińska prowokacja mająca na celu wciągnięcie Polski do bezpośredniej wojny z Rosją. Pisałem o tym wiele razy i mogę powtórzyć raz jeszcze – tego typu myślenie jest błędne, ponieważ bazuje na całkowicie fałszywych założeniach. Teza o tym, że Kijów dąży do wciągnięcia naszego kraju w ten konflikt, opiera się na postrzeganiu Wojska Polskiego jako silnej organizacji, której wejście do walki w oczach Ukraińców miałoby rzekomo diametralnie odwrócić ich trudne położenie na froncie. Niestety, w rzeczywistości tak nie jest. Nie twierdzę, że to spojrzenie jest obiektywne, ale warto odnotować, że wśród ukraińskich decydentów i wojskowych z czasem zaczął dominować pogląd, iż kierunek modernizacji Sił Zbrojnych RP jest chybiony. W efekcie na dzień dzisiejszy postrzegają oni Polskę jako państwo zasadniczo nieprzygotowane do starcia z Rosją.

Co więcej, ukraiński wysiłek obronny bazuje na wsparciu finansowym Europy, a większość zachodniej logistyki na rzecz Ukrainy nadal przechodzi przez nasze terytorium. Z tego powodu jedyny scenariusz, którego Ukraińcy realnie się boją – i który mógłby doprowadzić do ich kompletnej porażki – to przedwczesne wciągnięcie nieprzygotowanej Europy do wojny. Obawiają się szybkiego rozbicia europejskich armii przez Rosjan lub obnażenia słabości zachodnich (w tym polskiego) rządów, co pozwoliłoby Moskwie na podyktowanie swoich warunków i wymuszenie, poprzez nacisk militarny, porzucenia Kijowa. Tym bardziej że w państwach europejskich zyskują ostatnio na popularności siły polityczne gotowe do zawarcia takiego układu z Rosją. Dotyczy to nie tylko Europy Zachodniej, ale i Środkowej, włącznie z Polską.

Czy reakcja polskiego państwa na pojawienie się rosyjskiej rakiety była odpowiednia? Pocisk nie został zestrzelony, ale na szczęście nie doprowadził też do zniszczeń mienia ani śmierci obywateli. Władze natychmiast zaczęły tłumaczyć, dlaczego sytuacja była pod kontrolą i nikomu nic nie groziło. Problem polega jednak na tym, że te wszystkie deklaracje są formułowane przede wszystkim na użytek odbiorcy wewnętrznego w samej Polsce. Tymczasem tego typu incydent to realny sprawdzian, który albo osłabia, albo wzmacnia potencjał odstraszania polskiego państwa. Prawdziwym adresatem naszych komunikatów miałby być nie polski obywatel, lecz Kreml, który z zaistniałych wydarzeń wyciągnie odpowiednie wnioski. I dlatego można długo argumentować, że sytuacja była pod pełną kontrolą, a wojsko i służby zareagowały sprawnie. Można też słusznie zwracać uwagę, że rosyjskie operacje dążą do destabilizacji państwa i storpedowania zaufania społeczeństwa do własnych instytucji. Jednak najlepszym sposobem przeciwdziałania rosyjskiej dezinformacji jest po prostu zademonstrowanie, że państwo potrafi reagować stanowczo i twardo. Rosjanie liczą się tylko z siłą. Niezależnie od faktycznych przyczyn, brak zestrzelenia tego pocisku zostanie przez nich potraktowany jako jednoznaczny sygnał słabości polskiego państwa i jego niezdolności do radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach.

 

Źródło: fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej