W czwartek 30 lipca w nocy rosyjska rakieta, prawdopodobnie typu Ch-101, naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła na pole na Lubelszczyźnie, w miejscowości Tarnawa-Kolonia. Rakieta leciała nad polskim niebem przez około 6 minut.
Już po fakcie okazało się, że mieszkańcy województwa lubelskiego nie otrzymali na ten temat żadnych ostrzeżeń, np. w formie smsów od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Tego rodzaju wiadomości są często wysyłane w przypadku burz bądź planowanych ćwiczeń wojskowych.
Tymczasem jak twierdzi Wolski w rozmowie z Rzeczpospolitą, nie jest możliwe zestrzelenie przez wojsko każdego pocisku lecącego nad polskim niebem.
Wolski stwierdził, że Polska w tamtym momencie nie było rozwiniętych zestawów obrony przeciwlotniczej na pozycjach bojowych, a ponadto pokrycie radarowe południowo-wschodniej Polski jest słabe. To zaś skutecznie utrudnia wykrycie nadlatujących do Polski rakiet, które – tak jak rosyjska Ch-101 – często są wyposażone w systemy zakłócające działanie radarów.
Kolejny problem to zasady wykorzystania broni przez polskie wojsko tzw. rules of engagement.
„Dla polskich pilotów wymogiem wciąż pozostaje wzrokowe rozpoznanie celu. Wynika to z faktu, że w przestrzeni operuje szereg małych awionetek i odbywają się krótkie, niezgłoszone loty cywilne. Nikt nie chce ryzykować pomylenia i zestrzelenia cywilnej maszyny, która porusza się z prędkością przelotową zbliżoną np. do większego drona. W mojej opinii konieczność wzrokowego rozpoznania powinna zostać zniesiona, ale na ten moment procedura obowiązuje” – powiedział Wolski.
Tym niemniej zdaniem Wolskiego polska armia jest w stanie zareagować na tego rodzaju zagrożenia.
„Zdaniem Dowództwa Operacyjnego cele były śledzone jeszcze po stronie ukraińskiej. Część z nich następnie zgubiono, prawdopodobnie z powodu obniżenia pułapu lotu. Po około 10 minutach jeden cel – prawdopodobnie rakieta manewrująca – został ponownie wykryty już w polskiej przestrzeni powietrznej. Podjęto procedurę przechwycenia za pomocą myśliwców F-16 właśnie po to, by wzrokowo zweryfikować obiekt” – powiedział Wolski.
Dodał też, że rakieta rozbiła się, zanim wojsko zdążyło podjąć wobec niej jakiekolwiek działania.
Ponadto zdaniem Wolskiego cały incydent był spowodowany awarią wystrzelonego przez Rosję pocisku. Nie była to – w ocenie Wolskiego – próba przetestowania polskich systemów i narodowego bezpieczeństwa przez Kreml.
„Obecnie usterkowość rosyjskich rakiet szacuje się na 17–23 proc., co oznacza, że realnie co piąty pocisk spada po drodze. Awaria jest rzeczą częstszą, niż się wydaje” – powiedział Wolski.
Wolski wskazał ponadto, że nie jest możliwe utworzenie niezawodnie szczelnej obrony powietrznej nad całym terytorium państwa.
„Nigdy nie ma możliwości pełnej ochrony całego terytorium kraju – na to nie jest w stanie pozwolić sobie nawet Izrael. Tego typu zapewnienia to deklaracje polityczne. Zawsze wybiera się obszary, które będą chronione, oraz te, które chronione nie będą” – powiedział.
„Należy skończyć z mitem, że obrona przeciwlotnicza zbuduje szczelną ścianę na wschodzie i obroni każdą wieś czy las. Tak nie działa żaden system na świecie. Tworzenie takiego wrażenia przez polityków jest technicznie niemożliwe do realizacji. Zawsze coś może wlecieć i spaść” – podsumował.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.