W czwartek 30 lipca w nocy rosyjska rakieta, prawdopodobnie typu Ch-101, naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła na pole na Lubelszczyźnie, w miejscowości Tarnawa-Kolonia. Rakieta leciała nad polskim niebem przez około 6 minut.
Już po fakcie okazało się, że mieszkańcy województwa lubelskiego nie otrzymali na ten temat żadnych ostrzeżeń, np. w formie smsów od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Tego rodzaju wiadomości są często wysyłane w przypadku burz bądź planowanych ćwiczeń wojskowych.
Tym razem nikt takiej wiadomości nie otrzymał. Jedyny środek ostrzegawczy to wycie syren, które trwało przez około 11 minut.
Brak poinformowania mieszkańców okolic narażonych na ostrzał rakietą został mocno skrytykowany przez gen. Romana Polko.
„Wchodzę w skórę mieszkańca Lublina, obudzonego o 3:50 sygnałem alarmowym. Zgodnie z rządowym poradnikiem budzi rodzinę, sprawdza telefon, a tam żadnych alertów, więc bierze plecak ewakuacyjny i biegnie do schronu, który zazwyczaj mieści się w centrum handlowym, w nocy zamkniętym” – powiedział gen. Polko.
„Najwyższa pora, żeby służby skoordynowały się i komunikowały w czasie rzeczywistym, a nie – żeby dopiero po kilku godzinach dawało się to pozbierać” – dodał były dowódca GROM.
W jego ocenie polskie systemy informowania o tego rodzaju zagrożeniach powinny wzorować się na rozwiązaniach opracowanych na Ukrainie w trakcie toczącej się tam wojny. Władze informują tam o kierunku rakiety oraz planowanym czasie uderzenia.
„Ukraińcy mają doświadczenie, którego nam brakuje. System reakcji w Polsce jest liczony w godzinach, a powinien w minutach. To moment, żeby ktoś się podrapał po głowie, żeby rzeczywiście zobaczyć, jak to Ukraińcy robią” – stwierdził Polko.
Jego zdaniem Polska powinna współpracować z Ukrainą w zakresie niszczenia tego rodzaju rakiet, które mogą wlecieć na polskie terytorium.
„Trzeba się dogadać z Ukrainą, by niszczyć te rakiety przed naszą granicą. To nie jest włączanie się do wojny, ale budowanie systemu obrony, który pozwala reagować wcześniej. Do tego potrzebujemy nowej polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej, która by jednoznacznie wojsku powiedziała, jak ma realizować chociażby te zadania związane z obroną powietrzną. Takich wytycznych jednak nie ma. Trzeba przestać liczyć na fart, a zacząć opierać bezpieczeństwo na procedurach” – uważa wojskowy.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.