Wniosek strony ukraińskiej potwierdził prokurator Grzegorz Trusiewicz. Jak wyjaśnił, dokument jest obecnie analizowany, a ukraińscy specjaliści mogą zostać dopuszczeni do współpracy z polskimi służbami.
– Dostaliśmy oficjalny wniosek strony ukraińskiej o pomoc w przeprowadzeniu tych oględzin, ponieważ są to fachowcy, którzy mają najwięcej do czynienia z tego typu zdarzeniami – powiedział prokurator.
Na miejscu pracują między innymi prokuratorzy, Żandarmeria Wojskowa, ABW, Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz eksperci zabezpieczający szczątki pocisku. Polskie władze podkreślają, że ostateczne ustalenie jego typu i pochodzenia będzie możliwe dopiero po przeprowadzeniu badań.
Kijów wydał werdykt przed zakończeniem polskiego śledztwa
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha już rano stwierdził, że „rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 przekroczyła granicę Polski” podczas zmasowanego ataku na Ukrainę. Wezwał przy tym państwa zachodnie do pilnego zwiększenia dostaw systemów obrony przeciwlotniczej oraz rakiet przechwytujących dla Kijowa.
Podobną wersję przedstawił Donald Tusk. Premier mówił, że „wszystko wskazuje” na rosyjski pocisk Ch-101, ale jednocześnie przyznał, że trzeba uzyskać stuprocentową pewność, kto go wystrzelił i czy krater powstał w wyniku eksplozji głowicy, czy samego uderzenia rakiety. Władysław Kosiniak-Kamysz określił rosyjskie pochodzenie pocisku jako najbardziej prawdopodobną hipotezę, a nie potwierdzony już fakt.
Do chwili przedstawienia wyników ekspertyz nie powinno się więc całkowicie wykluczać innych wariantów, w tym możliwości, że odnalezione szczątki mogą pochodzić z ukraińskiego systemu obrony przeciwlotniczej. Nie ma obecnie publicznie dostępnych dowodów potwierdzających taki scenariusz, lecz doświadczenie z Przewodowa pokazuje, że pierwsze polityczne deklaracje nie zawsze odpowiadają późniejszym ustaleniom technicznym.
W listopadzie 2022 roku władze Ukrainy początkowo zdecydowanie przekonywały, że pocisk, który zabił dwóch Polaków w Przewodowie, został wystrzelony przez Rosję. Wstępna analiza NATO wskazała jednak, że najprawdopodobniej była to ukraińska rakieta obrony powietrznej użyta przeciw rosyjskiemu atakowi. Późniejsze polskie ustalenia także potwierdziły ukraińskie pochodzenie pocisku.
Z tego względu udział ukraińskich ekspertów mógłby być może być pomocny technicznie, ale nie powinien oznaczać oddania Kijowowi wpływu na końcowe wnioski. Państwo, którego siły zbrojne mogą potencjalnie należeć do kręgu badanych źródeł pocisku, nie może być jedynym ani rozstrzygającym ekspertem we własnej sprawie. Kluczowe dowody, szczątki i dokumentacja powinny pozostać pod wyłączną kontrolą polskiej prokuratury i niezależnych ekspertów wojskowych.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.