Wiadomości

Śmierć posła Litewki. Kierowca mitsubishi przerywa milczenie

57-letni Sławomir K., sprawca wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka, przerwał milczenie. Głos zabrała też żona mężczyzny. „Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka” – mówi kobieta.

2 min czytania
Fot. screenshot: YouTube (zurnalistapl)
Fot. screenshot: YouTube (zurnalistapl)

23 kwietnia doszło do tragedii na drodze łączącej Dąbrowę Górniczą i Sosnowiec. Kierowca samochodu osobowego stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w jadącego równoległym pasem na rowerze posła Łukasza Litewkę. Życia parlamentarzysty nie udało się uratować. 57-letni kierowca mitsubishi usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Prokuratura wniosła o zastosowanie wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu. Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej przychylił się do tego wniosku, ale jednocześnie umożliwił podejrzanemu opuszczenie aresztu po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 40 tys. zł.

Teraz kierowca samochodu udzielił wywiadu „Faktowi”. Sławomir K. przekazał swoją relację z tych tragicznych zdarzeń.

- „Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby”

- opowiada.

Głos zabrała też jego żona.

- „Mąż wstawał do pracy o czwartej rano. Tego dnia wstał tak jak zwykle, a po zmianie miał mnie odwieźć do pracy”

- relacjonowała.

Kiedy mąż do niej zadzwonił, miał powiedzieć: „Chyba stuknąłem faceta”.

Na przesłuchaniu kierowca dowiedział się, że ofiara to poseł Łukasz Litewka. Zaznaczył, że nie wiedział, jak doszło do wypadku. 

W rozmowie z „Faktem” mężczyzna przyznał, że od pewnego czasu miał problemy w pracy i w dniach poprzedzających wypadek był roztrzęsiony, bo bał się, że zostanie zwolniony. Po wypadku nie przedłużono mu umowy. Teraz boi się o swoją przyszłość.

- „Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka”

- mówi żona mężczyzny.

Sprawcy tragicznego wypadku grozi nawet do ośmiu lat więzienia.

Źródło: wPolityce.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej