W ub. czwartek, w czasie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę, w pobliżu miejscowości Tarnowa Kolonia spadła rosyjska rakieta Ch-101, zawierająca materiał wybuchowy – jak podała prokuratura – „w znacznej ilości”. Po jej upadku pozostał 10-metrowy krater. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Mieszkańcy jednak nie zostali zaalarmowani o zagrożeniu. Z wojskowych radarów obiekt zniknął około godz. 3:46. Syreny alarmowe włączono jednak dopiero około 3:50, czyli już po upadku rakiety. Jak donosiła „Rzeczpospolita”, nie było ich słychać m.in. „w miejscu, gdzie rakieta upadła, a także na przykład w Chełmie”. Mieszkańcy nie otrzymali też żadnej wiadomości z RCB.
Teraz do błędów przyznał się wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.
- „Około godz. 3:09 została przesłana informacja do naszego wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego o potrzebie prowadzenia nasłuchu. Taka też informacja została przekazana do powiatowych centrów zarządzania kryzysowego”
- relacjonował w czasie konferencji prasowej.
- „O godz. 3:44 został przekazany komunikat, który generował cały proces, który uruchamia syreny. O godz. 3:45 sygnał został przekazany do powiatów. Tym alarmem zostało objętych 17 powiatów. W siedmiu z nich syreny zostały włączone. Pozostałe 10, które to opóźniły lub syren nie włączyły, poprosiłem o wyjaśnienia”
- dodał
Zapewnił, że o 3:49/3:50 został poinformowany przez dyżurnego o uruchomieniu alarmu.
- „Jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania i ostrzegania, zdajemy sobie sprawę, że nie do końca wszystko zadziałało tak, jak powinno. Następnego dnia poprosiliśmy samorządy o wyjaśnienia. Do tej pory już wszystkie do nas spłynęły”
- dodał.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.